Nowy numer 48/2022 Archiwum

Zaczęło się od uderzania w garnek

O pasji muzycznej i powołaniu opowiada salwatoriański kleryk z Bagna Filip Budai SDS.

Maciej Rajfur: Gratuluję sukcesu – na ogólnopolskim festiwalu Projekt Kostka zająłeś drugie miejsce. Skąd w Twoim życiu wzięła się muzyka?

Filip Budai SDS: Moja babcia opowiadała mi kiedyś, że gdy byłem mały, lubiłem spędzać czas w kuchni, a moją ulubioną zabawką był garnek oraz inne narzędzia kuchenne. Uderzałem łyżką w ten garnek i cieszyłem się z jego brzmienia. To był początek mojej znajomości z muzyką. (śmiech) Kiedy miałem cztery lata, wchodziłem na krzesło i zaczynałem śpiewać, a wszyscy w domu oczywiście mieli mnie słuchać. Często wymyślałem jakieś słowa i melodie w głowie, robiłem w domu koncerty. Mimo to do szkoły muzycznej rodzice mnie nie zapisali.

Piosenki, których słuchałem, łatwo wchodziły mi do głowy. Moja mama często śmiała się, że wiersza na lekcje trudno mi się nauczyć, a z piosenkami problemów nie było. Rapu słucham od 2007 roku.

Dlaczego zacząłeś rapować?

Wszystko zaczęło się w technikum. Tańczyłem C-walk i poznałem ziomków, którzy tańczyli różne style, wówczas popularne: hip-hop, drum and bass, dub step. Razem z nimi występowaliśmy na różnych imprezach, które odbywały się w technikum. W międzyczasie powstawały moje pierwsze teksty. To były piękne czasy. Rap zawsze uważałem za wyjątkowy, ponieważ można go połączyć praktycznie z każdym innym gatunkiem. Ponadto musisz tam być sobą, być szczery i prawdziwy. Bardzo to sobie cenię.

Kto Cię tym zaraził, zachęcił do tego?

Mój dobry znajomy o pseudonimie Dee M Dee motywował mnie i inspirował swoją osobą, twórczością. Obiecałem sobie, że nigdy nie napiszę piosenki o miłości, ale ku mojemu zdziwieniu pierwszy tekst był akurat o miłości. (śmiech)

Kiedy wstąpiłeś do salwatoriańskiego seminarium, ktoś zachęcał Cię do tworzenia muzyki?

Błogosławiony Franciszek Maria od Krzyża Jordan, założyciel salwatorianów, mówił, żebyśmy wszelkimi możliwymi sposobami głosili Ewangelię. Dla mnie rap jest sposobem i narzędziem ewangelizacji. Po tym, jak wziąłem udział w akcji rapowania „Hot16Challenge 2”, gdzie połączyłem dwa języki: polski i ukraiński, otrzymałem zachętę i wsparcie od współbraci, aby iść w tym kierunku.

Jak odbierasz sukces w Projekcie Kostka? Mobilizuje Cię to, żeby tworzyć, czy to tylko rozrywka i dodatkowa sprawa?

Bardzo cieszę się, że razem z Niną Wojnarowską zajęliśmy drugie miejsce. Było to piękne i nowe doświadczenie, gdyż wcześniej nie brałem udziału w podobnych wydarzeniach. To dało mi motywację, by dalej tworzyć. Nawet jeżeli do jednej osoby dotarło to, co chcieliśmy przekazać w piosence pt. „Miliony serc”, to warto było tam pojechać i wystąpić.

Czy da się połączyć Twoją pasję i formację w seminarium?

Myślę, że tak. Jedno drugiemu nie przeszkadza, nawet się uzupełnia. Wszystko, co zawiera się w formacji zakonnej, pomaga mi w tworzeniu nowych utworów, poprzez które mogę przecież ewangelizować. Jestem salwatorianinem – zakonnikiem i raperem.

Czy Twoim zdaniem muzyka chrześcijańska ma dzisiaj moc, by zmieniać ludzkie serca? A może to tylko taki dodatek do życia wiarą?

Muzyka chrześcijańska już zmienia ludzi. Znam sporo osób, których muzyka prowadzi do poznania i spotkania się z Bogiem. Pomaga ludziom na nowo odnaleźć sens życia, pokochać siebie i bliźniego.

Jakie masz plany w związku z rapem? Chcesz zajmować się nim regularnie? Wydawać płyty jak np. ks. Jakub Bartczak?

Chcę po prostu prowadzić ludzi do spotkania z Bogiem. Robię to dla Jego większej chwały i jestem szczęśliwy. Inspiruję się polskimi raperami chrześcijańskimi, bo każdy z nich jest autentyczny i robi to po swojemu, ale w jednym celu. Na przykład ks. Jakub Bartczak robi to jako ks. Jakub Bartczak, Piotr Kowalczyk – jako Tau. Ja natomiast chcę rapować o wierze i pięknej miłości do Boga jako Filip Budai SDS. • maciej.rajfur@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy