Prelekcja wygłoszona przez Juliusza Woźnego w kościele przy ul. św. Antoniego, w sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła, stała się okazją do dokładnego obejrzenia wnętrza świątyni i... postawienia śmiałej tezy.
Związana jest z obrazem św. Judy Tadeusza. - Tak, jestem pewien, że to kolejne w tym kościele dzieło autorstwa Michaela Willmanna - mówi J. Woźny, historyk sztuki, długoletni dziennikarz i publicysta, malarz i propagator kultury.
Przypomnijmy, że w 2010 r. głośnym echem odbiło się odkrycie w paulińskim klasztorze obrazu M. Willmanna (1669-1706), przedstawiającego św. Jana Kapistrana. Przy okazji zgłębiania tajników tamtego przedstawienia prof. Andrzej Kozieł ustalił wówczas, że również w ołtarzu głównym znajduje się dzieło tego mistrza, zwanego śląskim Rembrandtem. Przedstawia ono wizję św. Antoniego Padewskiego.
Historia z "objawieniem się" św. Jana Kapistrana była o tyle niesamowita, że święty za życia był wielkim przyjacielem zakonu paulinów, a jego obraz ujrzał światło dzienne w ważnym dla nich momencie - gdy przygotowywali się do jubileuszu wrocławskiego kościoła. Został odnaleziony przy porządkowaniu pewnej starej szafy. Zobacz TUTAJ.
Ojciec Marek Nowacki zabrał go wówczas do swojego pokoju, a z czasem zwrócił na niego baczniejszą uwagę, gdy przygotowywał minimuzeum poświęcone historii klasztoru. Nieco już obeznany z jego dziejami zaczął podejrzewać, że obraz może być zaginionym dziełem Willmanna. W całej tej historii znaczące okazały się m.in. wizyta w klasztorze dr. Macieja Łagiewskiego, zaproszonego przez paulinów na naleśniki, kontakt ze znawcami Willmanna, zwłaszcza ze wspomnianym prof. Koziełem.
Tym razem na trop nowo odkrytego - jeśli potwierdzą to dalsze badania - skarbu nie zaprowadziły porządki ani naleśniki, lecz muzyka. - Tak się złożyło, że w tym kościele prowadziłem koncert organowy, miałem prelekcję, oprowadzałem po nim zwiedzających - wspomina J. Woźny. - Przygotowując się do niej, skontaktowałem się z prof. Jackiem Witkowskim, z którym znamy się od lat. Studiowaliśmy na jednym roku historię sztuki i - co ciekawe - kiedyś obaj opisywaliśmy ten kościół na pierwszych ćwiczeniach prowadzonych przez profesora, wtedy jeszcze magistra, Jana Harasimowicza.
Jacek Witkowski jeszcze przed wspomnianym koncertem wybrał się do paulińskiej świątyni, dokładnie ją oglądając. - Przed jednym z bocznych ołtarzy doznał "olśnienia". Zadzwonił do mnie, mówiąc: "Słuchaj, tam jest chyba jeszcze jeden Willmann!". Okazało się, że chodzi o obraz umieszczony w pięknej rzeźbiarskiej kompozycji z bujnymi, mięsistymi liśćmi akantu oraz dwiema jeszcze figurami świętych - opowiada J. Woźny. - Podzielam jego opinię. Obraz kompozycyjnie i kolorystycznie wpisuje się w twórczość tego artysty, a są również dodatkowe argumenty przemawiające za tym autorstwem.
Świętego łatwo zidentyfikować dzięki podpisowi. Archiwum Juliusza WoźnegoW opracowaniach można znaleźć informację, że franciszkanie zamówili u Willmanna kilka obrazów, w tym św. Wilhelma Akwitańskiego i św. Judy Tadeusza. Pod malowidłem, które przykuło uwagę prof. Witkowskiego, znaleźć można pośród liści akantu tabliczkę z napisem" "Sancte Thaddeae intercede pro nobis" (Święty Tadeuszu, wstawiaj się za nami). Mógłby to być jeden z owych zamówionych obrazów.
Jak wyjaśnia historyk sztuki, św. Juda Tadeusz, patron spraw beznadziejnych, przedstawiony został z księgą w ręku, pod murami miasta Suanir w Persji. Tam miał ponieść śmierć wraz z innym apostołem - św. Szymonem. Obaj zostali obici kijami, a scena ta została ukazana w tle obrazu.
- Jestem przekonany, że to dzieło Willmanna i... bardzo się z tego cieszę - mówi J. Woźny. - Osobiście uważam, że również wspomniany obraz św. Wilhelma, zamówiony u mistrza, kryje się gdzieś w zakamarkach klasztoru. Sądzę, że znajdował się tam, gdzie obecnie wisi obraz Jezusa Miłosiernego. W tym kościele zresztą kryje się mnóstwo innych tajemnic. Uważam na przykład, że warto uważniej przyjrzeć się innemu bocznemu ołtarzowi, ze wspaniałym XVIII-wiecznym krucyfiksem. Nie wiadomo też z całą pewnością, kto jest autorem rzeźb w ołtarzu głównym.
Oczywiście potwierdzenie autorstwa obrazu to kwestia dalszych jeszcze wnikliwych badań znawców tej tematyki. Cokolwiek ustalą, koncert organowy sprawił, że badacze sztuki po raz kolejny, świeżym okiem, spojrzeli na wnętrze pięknego kościoła św. Antoniego. I znów okazało się, że świątynia wiele ma jeszcze skarbów do odsłonięcia i odszyfrowania.