Bp Jacek Kiciński poświęcił nową, odremontowaną siedzibę Centrum Rozwoju Dzieci i Młodzieży "Źródełko", działającego od 25 lat przy parafii pw. św. Jadwigi na wrocławskiej Leśnicy.
W ramach rekolekcji wielkopostnych, które wrocławski biskup pomocniczy głosi w leśnickiej parafii, pobłogosławił on także nowe pomieszczenie przeznaczone na świetlicę "Źródełko".
Od 25 lat przychodzą do niej po szkole dzieci, by spędzać wolny czas i uczyć się. Czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach 13-19. W tym momencie zapisanych jest do niej 70 dzieci ze szkół podstawowych, a blisko 30 osób przychodzi codziennie.
ZOBACZ ZDJĘCIA:
- Takie miejsca są bardzo potrzebne i cieszę się, że funkcjonują też przy parafii. Pięknie odremontowane pomieszczenie na pewno zachęca, ale tym, co tworzy największą wartość, są ludzie - opiekunowie oraz same dzieci. Wychowanie najmłodszych to niezwykle ważna misja. Wspieram wszystkich, którzy poświęcają swój czas i siły na to działanie - mówi bp Jacek Kiciński CMF.
Poświęcenie nowej siedziby było okazją do wspólnego spędzenia wolnego czasu w sobotnie przedpołudnie. Parafia zorganizowała dmuchany zamek, ciasto, gry i zabawy dla dzieci.
- To miejsce, gdzie wszystkie dzieci mogą spędzić po szkole swój wolny czas. Tak naprawdę nie mamy żadnych ograniczeń terytorialnych. Przychodzą dzieci z parafii, ale także z terenu Wrocławia. Staramy się aktywizować dzieci w sposób różnorodny. Na sportowo, plastycznie, kreatywnie, integracyjnie. Realizujemy różne wycieczki. Razem się bawimy i uczymy - opisuje Anna Frankiewicz.
Pracuje w "Źródełku" od samego początku, czyli od 25 lat. Jest jedną ze współzałożycielek. Jak mówi, pomysłów jej nigdy nie brakowało. Do świetlicy dzisiaj swoje dzieci przyprowadzają ci, którzy kiedyś przed laty sami przychodzili.
- Od lat wiemy, że to miejsce potrzebne i ważne dla naszej lokalnej społeczności. Zmienił się na plus może status materialny okolicy, ale jednak te więzi społeczne bywają różne. Dzieci potrzebują poświęconego im czasu. Każdy tu znajdzie coś siebie. Każdego przyjmiemy z otwartymi ramionami - deklaruje A. Frankiewicz.
Nie ukrywa, że to nie jest łatwa praca, ale dzieci oraz ich rozwój dają wiele satysfakcji.
- Nigdy nie żałowałam tej decyzji, że tu przez tyle lat działam. Nie wydaje mi się, żeby dzieci były inne niż te sprzed 25 lat, choć świat się zmienił. Dalej są ciekawe świata, aktywne, pełne energii. Może bardzie są odważne, kiedyś były ciche i spokojne. Oczywiście one żyją dzisiaj w świecie scyfryzowanym, ale my nie korzystamy z elektroniki i dzieci nie są wcale zniechęcone. Wręcz przeciwnie, można je aktywizować - mówi pani Anna.
Ze świetlicą od początku jej istnienia związana jest także jej siostra - Jolanta Frankiewicz. Przez 25 lat służyła tu jako wolontariusz, teraz jest pracownikiem. Zrezygnowała ze swojej dotychczasowej pracy zawodowej.
- Na pewno widać gołym okiem, że nie ma już takiej biedy. Kiedy zaczynaliśmy, przychodziły dzieci z ubogich domów, wręcz głodne. Ten status lokalnej się polepszył. I wbrew pozorom nie trzeba świetlicy mamić dzieci elektroniką. One chętnie biorą udział w zabawach bez smartfonów i innych ekranów. Trzeba tylko im coś zorganizować - opowiada pani Jola.
Podkreśla, że świetlica z biegiem lat już nie jest głównie wsparciem dla dzieci z ubogich, dysfunkcyjnych rodzin lecz po prostu miejscem tworzenia dobrych relacji i rozwoju.
- Współcześnie dzieci potrzebują poświęconego czasu - to jest pilna potrzeba. I my jesteśmy dla nich. A one mają kontakt też z innymi dziećmi w innej atmosferze niż w szkole - dodaje wrocławianka.
Przyznaje, że od początku istnienia świetlicy dawała ona radość i satysfakcję, która motywuje do działania.
- Do nas dzieci przychodzą, bo tego chcą, więc trzeba być kreatywnym i aktywnym. I powiem szczerze, że nawet niektóre zabawy sprzed 25 lat zostały. Np. polna pszczółka cieszy się niesłabnącą popularnością. I wciąż świetnie wychodzi. To zabawa przy muzyce i z różnymi zadaniami do wykonania - uśmiecha się pani Jola.