Gra o wszystko toczy się w sercu, co widać w życiu ewangelicznego "złego sługi". - W jego sercu dokonała się stopniowa utrata bliskości Pana. To serce przestało pamiętać moment swego wybrania - mówił bp Maciej Małyga w katedrze wrocławskiej, przewodnicząc Mszy św. z posłaniem katechetów w ramach Wrocławskich Dni Duszpasterskich.
Biskup dziękował za ich posługę, za wierność, wytrwałość w trudach, także w obecnej sytuacji dużej niepewności co do sposobu funkcjonowania katechezy w szkołach.
Nawiązując do ewangelicznej przypowieści, zastanawiał się nad tym, jak pozostać "dobrym sługą".
Zdjęcia:
- Kiedy sługa duchowo oddalił się od swego pana, stał się złym sługą. To oddalenie go popsuło, zniszczyło wewnętrznie, zewnętrznie. Przestał być też szczęśliwy - mówił, zwracając uwagę na oddalenie nie tylko fizyczne, związane z wyjazdem pana, ale to, które było wewnętrzną postawą owego sługi. Ewangelia opowiada, jak ów człowiek stwierdza - zgodnie z tekstem oryginalnym - "mówi do samego siebie w sercu": "Mój Pan zwleka".
- To bardzo biblijny temat - "mówić w sercu". To również temat św. Augustyna. Patron dzisiejszego dnia, widoczny w katedralnym ołtarzu (trzyma w ręku serce przebite strzałą), w swoich pismach mówi o sercu tysiące razy, bodajże ponad 8 tysięcy. Najbardziej znane jest jego zdanie o sercu niespokojnym, póki nie spocznie w Bogu, ale mówił też np. o sercu, które jest duchowym, wewnętrznym domem. Jeśli w tym domu jest niepokój, jest źle, to człowiek z tego domu wewnętrznego ucieka w jakieś zło. To jest pokazane w dzisiejszej przypowieści - zauważył bp Maciej.
Ewangeliczny zły sługa myślał: "Pan się opóźnia, nie przyjdzie, już nie wróci, jest daleko". - W jego sercu dokonała się stopniowa utrata bliskości Pana. To serce przestało pamiętać moment swojego wybrania, posłania, ustanowienia, bo na początku Pan wybiera tego sługę i daje mu zadania, by karmił inne sługi. A to serce przestało pamiętać... Miał karmić innych, być wierny, roztropny, a stal się niewiernym, ślepym egoistą, który je, pije... Może wpadł w jakieś nałogi. Zamiast karmić, rozdawać żywność, pił, urządzał chłosty, nadużywał swojej władzy. Ta Ewangelia jest dla nas wezwaniem do czujności, którą możemy nazwać bliskością z Bogiem - podkreślał biskup.
Wskazał na św. Pawła Apostoła, który przeszedł, jak się zdaje, odwrotną drogę. Jako Szaweł był w jakiś sposób sługą złym, potem to się zmieniło. Nie chłostał, a sam znosił chłosty. Jak czytamy w Liście do Tesaloniczan, jest w nim życie ("ożyliśmy, gdy wy trwacie w Panu"). Chce iść do ludzi drogą Bożą ("Niech Bóg wyprostuje moją drogę do was"), modli się, by ich serce zostało umocnione na przyjście Pana. - Był sługą dobrym, umiał kochać, miał serce umocnione bliskością Pana - tłumaczył.
Katecheci wzięli udział w rozmaitych warsztatach. Wielu z nich mierzy się z niepewnością co do swojego zatrudnienia, przyszłości zawodowej. - Już w ubiegłych latach mogliśmy w naszej szkole uzupełniać godziny brakujące do etatu poprzez np. zajęcia z muzyki, w świetlicy czy pracę jako "nauczyciel wspierający proces kształcenia", na co u nas jest bardzo duże zapotrzebowanie (chodzi o wspieranie dzieci np. ze zdiagnozowanym autyzmem). Jak się to dalej potoczy? Jestem pełna nadziei. Mamy Rok Nadziei. W czasie wakacji w roku jubileuszowym udało nam się całą rodziną wyjechać do Rzymu, przejść przez wszystkie cztery Święte Drzwi. Modliłam się z bliskimi o odrodzenie nadziei. Choć Rzym wycisnął z nas siódme poty - było bardzo gorąco, to my też "wycisnęliśmy" z niego, co się dało - uśmiecha się pani Anna, katechetka z naszej archidiecezji. - Wróciłam stamtąd wzmocniona. Udało mi się zdystansować wobec wielu problemów i nabrać nadziei. Poczułam się wezwana do tego, żeby zaufać. Czasem wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, będzie tylko gorzej, ale przecież mamy za sobą Kogoś potężnego. Może ten trudny czas jest po coś, może mamy szukać jakichś nowych dróg? - dodaje.