Taka jest siła internetu oraz bezinteresowności. Robert Graczyk kilka dni temu był na urlopie w jednej z miejscowości nad Wartą. Podczas pływania znalazł na dnie rzeki cyfrowy aparat. Wyłowił go i zabrał do domu. Udało mu się nawet odzyskać pliki, które znajdowały się w urządzeniu. Były to zdjęcia i filmiki rodziny mieszkającej w podwrocławskim Kiełczowie, kilkaset kilometrów od miejsca wyłowienia zguby.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








