"Gość Wrocławski" znalazł się na siódmym miejscu wśród najbardziej angażujących mediów lokalnych w 2025 roku we Wrocławiu. Przyznam, że ta statystyka mnie naprawdę zaskoczyła, ale i napełniła nadzieją, że takie dziennikarstwo, jakie uprawiamy, ma jeszcze sens, a ludzie go potrzebują.
Na początek polecam spojrzeć na grafikę. Pokazuje ona media lokalne we Wrocławiu, które najbardziej angażują czytelników-użytkowników mediów społecznościowych. Nasza redakcja wrocławskiego "Gościa" uplasowała się tam na 8. miejscu i na 7. wśród mediów, ponieważ 3. miejsce zajmuje osoba prywatna - dziennikarz. Gwoli ścisłości mógłbym napisać, że 8. miejsce w tym zestawieniu zajęły po prostu dwie osoby - dwoje dziennikarzy, bo tyle wchodzi w skład "Gościa Wrocławskiego" (od 1,5 roku).
Tę statystykę podał Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura. Fundacja zajmująca się badaniami, analityką i doradztwem w obszarze bezpieczeństwa informacyjnego oraz ochrony danych w przestrzeni cyfrowej.
I szczerze mówiąc, zostałem tymi liczbami pozytywnie zaskoczony. Z dwóch powodów. Po pierwsze - jest nas we wrocławskim "Gościu" już tylko dwoje i nie możemy się równać do pozostałych składów mediów lokalnych - tych wymienionych statystyce i nie tylko. Istnieją bowiem zespoły redakcyjne, których nie ma w tym zestawieniu, a są zdecydowanie liczniejsze od naszego - przynajmniej kilkukrotnie.
Po drugie, świadomie, od początku istnienia "Gościa Wrocławskiego" w mediach społecznościowych, rezygnujemy z tzw. klikbajtów, sensacyjnych nagłówków. Nie nabieramy czytelników dwuznacznościami. Jako medium katolickie - zgodnie z moralnością chrześcijańską - z góry odrzucamy to, co niestety najbardziej przyciąga uwagę internautów - erotykę, przemoc, skandale, sztuczne spory i granie na najniższych ludzkich instynktach. Powiem więcej - świadomie odpuściliśmy sobie od dawna zajmowanie się polityką z kilku powodów (o tym kiedy indziej).
Nie jesteśmy także portalem i gazetą zajmującą się takimi sprawami jak wypadki, sprawy kryminalne, czyli różnego rodzaju przestępstwa. A to żadna tajemnica, że właśnie takie treści generują największy ruch (reakcje, komentarze, udostępnienia). Czyli mówiąc żargonem dziennikarskim: "najlepiej się klikają".
I mimo tego wszystkiego znaleźliśmy się czołówce mediów lokalnych, które zwracają swoją uwagę w internecie.
Co więcej, właściwie działamy wbrew internetowej logice i wirtualnej rzeczywistości. Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura wyraźnie podaje, co jest atrakcyjne dla algorytmów i sprawia, że można znaleźć się wysoko właśnie w tych statystykach medialnej opiniotwórczości i oglądalności.
1. Wysoka interaktywność (reakcje, komentarze, udostępnienia). Chodzi o posty dotyczące emocjonalnych wydarzeń. One osiągają wysokie zasięgi. Algorytmy promują treści, które generują kontrowersję, zaangażowanie, polaryzację.
2. Treści angażujące - wezwania do działania. Czyli posty typu: „Wypisz dziecko z zajęć!”, „Podpisz petycję”, „Zobacz, jak on to zrobił”, „Udostępnij, jeśli jesteś za życiem” – mają lepszy CTR i są premiowane przez algorytmy.
W "Gościu Wrocławskim" nie stosujemy raczej takich (a może tanich?) chwytów.
A co nie jest atrakcyjne dla algorytmów? Jak podają eksperci z Res Futura, dokładnie to... co robi "Gość Wrocławski"! Czyli... posty informacyjne, spokojne, bez emocji, merytoryczne. One z reguły mają niską widoczność i algorytmy uznają je za mało istotne.
A jednak da się. Oczywiście, nie chcemy się nawet porównywać z liderami rankingów, bo realizujemy nieco inne zadania dziennikarskie i mamy inną rolę niż media horyzontalne. Jednak podana statystyka przywraca mi wiarę, że medium takie jak nasze zostało skazane na pożarcie. Szczególnie w internecie, który uchodzi za bezlitosny, jeśli chodzi o monetyzację treści, i w którym zainteresować użytkownika czymkolwiek na więcej niż 3 sekundy jest bardzo trudno.
Owszem, bywa trudno, ale, jak widać, nawet ta rzeczywistość wirtualna nie jest czarno-biała i można w niej zawojować co nieco bez chorej presji na kliki i zdobywania uwagi za wszelką cenę. Szczególnie, że lokalne redakcje od kilku lat kurczą się w zastraszającym tempie.
Czujemy więc nutkę satysfakcji i radości, a jednocześnie dziękujemy wszystkim czytelnikom "Gościa". Tym z archidiecezji wrocławskiej i nie tylko. Jesteśmy dla Was i uparcie nie chcemy iść drogą tabloidyzacji. Mamy cichą nadzieję - wkładając w swoją pracę maksimum serca i umiejętności - że nie pozwolicie nam zniknąć z medialnej mapy!