"Orzech" na kryzys. O ks. Stanisławie Orzechowskim w Kawiarni Stacja Dialog

Co sprawia, że jego słowa wciąż pomagają w osobistych decyzjach i życiowych kryzysach? O przygotowywaniu przez "Orzecha" "dudusiów" do dorosłego życia i towarzyszeniu głodującym kolejarzom rozmawiali w Kawiarni Stacja Dialog ludzie, na których życie ks. Stanisław miał ogromny wpływ.

Swoimi świadectwami dzielili się Justyna i Maciej Ostrowscy – którzy w latach studenckich formowali się w DA „Wawrzyny”, Mieczysław Rzepecki – uczestnik głodówki kolejarzy w 1980 r., Wiesław „Kuzyn” Wowk  – bliski współpracownik wrocławskiego duszpasterza. Spotkanie prowadziła Dorota Niedźwiecka.

Justyna pamięta pierwszą rozmowę z „Orzechem”. Gdy śpiewała na jasnogórskiej pielgrzymce piosenkę o winie w Kanie Galilejskiej, podjechał do niej meleksem i… zmienił jej imię oraz nakazał natychmiast zapisać się na obóz w Białym Dunajcu. Nazwana została Józefiną – w nawiązaniu do francuskiej artystki Josephine Baker, której w młodości był fanem. – Prowadził nas mocną ręką; czasem była to wręcz „rózga żelazna”. Wiedział, dokąd chce nas zaprowadzić – mówiła.

Małżonkowie podkreślali, że doświadczenie owej szorstkiej, ale autentycznej miłości, akcent na ofiarną służbę człowiekowi, na praktyczne umiejętności procentują w mierzeniu się z wyzwaniami dorosłego życia. „Orzech” pomagał studentom wychodzić z postawy „pudelka” i „dudusia”, uczył zaradności i wchodzenia w zdrowe relacje.

Akcent kładł zawsze na wspólny stół i umiejętności kulinarne. Zapamiętali jego oburzenie, gdy pewnego razu udali się do McDonald'sa zamiast skorzystać z poczęstunku, który dla nich przygotował. „Marsz do kuchni! Ugotowałem dla was bigos z kozy!” – krzyczał tydzień później na zakończenie Mszy św. Uczył gotowania na wielką skalę – rzucając mimochodem, że trzeba zrobić np. rosół na 300 osób, nakarmić wszystkich uczestników seminarium odnowy wiary.

– Do dziś wiemy, że jak jest np. odpust w parafii, to musi być agapa, grill, gofry… Uczył nas, że nie jesteśmy w Kościele samotną wyspą – mówili.

Maciek wspominał, jak kiedyś „Orzech” postanowił uczynić go odpowiedzialnym za przywiezienie drewna do kominka. – „Jak ja mogę być za to odpowiedzialny, skoro nie mam auta?”. „Nie trzeba mieć samochodu, by być odpowiedzialnym za dowóz drewna” – odparł kapłan. Poszerzył moje spojrzenie. Przecież mogę się rozejrzeć, kogoś poprosić, z kimś nawiązać współpracę – opowiadał Maciej.

Justyna zapamiętała, jak na którejś pielgrzymce jasnogórskiej razem z paczką przyjaciół z grupy 12 postanowili, że nie zapiszą się do wawrzynowej kuchni. Nie będą korzystać ze wspólnych kanapek, ale też nie będą musieli wcześniej wstawać, żeby brać udział w ich przygotowywaniu. – „Klanik Marusia!” Klanik Marusia! – wykrzykiwał wkrótce „Orzech” na konferencji (nawiązując do Marka, najwyższego chłopaka w tej paczce przyjaciół). „Być w Dwunastce i nie jeść z innymi! Czy wy wiecie, co to jest wspólny stół!”. Uczył nas, że być we wspólnocie, to być przy wspólnym stole i wspólnej pracy – wspominała Justyna.

– Utkwiły mi w głowie jego słowa o tym, że realizacja planu nie oznacza zawsze wypełnienia tego planu w 100 procentach, że w regułach, normach – które sami sobie narzucamy, lub które nam wyznaczają inni – trzeba doszukiwać się meritum, sedna. Ostatecznie chodzi o miłość – dzielił się Maciek.

Opowiadali o ważnych dla „Orzecha” przesłaniach, które sprawdzają się potem w trudach codziennego życia – o umiejętności „odcięcia pępowiny” wobec rodziców, zdolności „wypuszczenia dzieci w świat”, wdrażania ich do współodpowiedzialności za rodzinę (tępił postawy typu „ty się córeczko tylko ucz, a mamusia posprząta”).

– Był jakby „filtrem” wobec ludzi. Ktoś, kto nie miał poczucia humoru i zdrowego dystansu do siebie, szybko odchodził z „Wawrzynów”. Dzięki niemu nawiązaliśmy wypróbowane przyjaźnie, które trwają do dziś – podkreślają.

Wspomnieniami dzielili się także Mieczysław Rzepecki (więcej wkrótce w papierowym wydaniu GN) i „Kuzyn”.

Przypominali typowe powiedzonka „Orzecha”: „za darmo umarło” (chcesz mieć np. imprezę Andrzejkową, to się zaangażuj, weź do pracy), „psi obowiązek” – jest nim służba drugiemu człowiekowi, Ojczyźnie, społeczeństwu; należy służyć ludziom, a nie „spijać sobie z dziubków”, „nie jesteś samotną wyspą”, „nałóż sobie tyle, ile zjesz” (nie wolno marnować jedzenia). Wyznawał zasadę „widzisz problem, to go rozwiązuj”.

– Uczył nas autentyczności – podkreślali rozmówcy, wspominając też widoczne słabości „Orzecha”: porywczość, słabość do słodyczy (ponoć potrafił za jednym zamachem zjeść 2 kg krówek). I kolejną cenną lekcję: Pan Bóg posługuje się człowiekiem pośród jego słabości i ograniczeń. „Orzech”, wcale ich nie pozbawiony, był zarazem wręcz mistykiem, otrzymywał jakieś szczególne światło od Boga, np. co do stanu czyjejś duszy.

Mówił, co myślał i bardzo nie lubił „nadętych” uroczystości. „Pragnąłem bardziej konia niż biskupstwa!” – wykrzyknął kiedyś szczerze, gdy z okazji 25-lecia kapłaństwa pielgrzymi rzeczywiście podarowali mu wymarzone zwierzę.

„Kuzyn” opowiadał o historii słynnej „lagi” „Orzecha”: pewnego razu wędrował ze studentami po górach. Spotkali bacę, który szedł z owcami, trzymając okazały kostur. Podczas krótkiej rozmowy kapłan przedstawił się również jako baca, idący ze swoimi owcami. „Nie wypada baco, byś się takim kijaszkiem podpierał” – stwierdził góral, wskazując na kijek w ręku kapłana. I ofiarował mu swoją solidną laskę.

Spotkaniu w Stacji Dialog towarzyszyła prezentacja wystawy: „Ma pecha, kto nie znał Orzecha”.

"Orzech" na kryzys. O ks. Stanisławie Orzechowskim w Kawiarni Stacja Dialog   Mieczysław Rzepecki. Agata Combik /Foto Gość "Orzech" na kryzys. O ks. Stanisławie Orzechowskim w Kawiarni Stacja Dialog   Wiesław "Kuzyn" Wowk. Agata Combik /Foto Gość "Orzech" na kryzys. O ks. Stanisławie Orzechowskim w Kawiarni Stacja Dialog   Spotkanie prowadziła Dorota Niedźwiecka. Agata Combik /Foto Gość
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..