Za nami czwarta edycja tej ogólnopolskiej konferencji naukowej. To inicjatywa naukowa Katedry Eklezjologii i Sakramentologii Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wydarzenie zgromadziło 24 lutego teologów z 8 jednostek naukowych w Polsce.
- Cieszę się z zacnego grona prelegentów, ale także z dużej delegacji synodu naszej archidiecezji. Konferencja odbywa się już po raz czwarty i to moja wielka radość, że tak pięknie się rozwinęła. A zaczęło się od inicjatywy doktorantów. Zawsze podejmujemy tematy niezwykle aktualne dla życia Kościoła - mówił na otwarciu ks. dr hab. Jacek Froniewski, kanclerz kurii wrocławskiej i wykładowca akademicki.
- W czasach, kiedy wszystko musi się dziać szybko, krótko i zwięźle, rozwinięcie tematu aż do czwartej edycji sprawia, że to inicjatywa godna uwagi i szacunku. Gratuluję pomysłu tej konferencji. Kwestia Kościoła to kwestia absolutnie fundamentalna dla nas wszystkich. I albo pozostawimy to samemu sobie i siłą inercji ten Kościół będzie szedł w dowolnym kierunku, albo my, jako jego członkowie, z troską pochylimy się nad nim. Społeczeństwo - bardzo rozdrobnione - potrzebuje kamieni milowych, które właśnie na takich konferencjach są wytyczane - przemawiał ks. prof. Sławomir Stasiak, rektor Akademii Katolickiej we Wrocławiu.
Czy Kościół powinien być synodalny?
Konferencja poruszyła temat synodalności. "Droga synodalności jest drogą, której Bóg oczekuje od Kościoła trzeciego tysiąclecia" - powiedział Franciszek. To zdanie stało się jednym z najczęściej cytowanych w debacie o współczesnym kształcie Kościoła. Dla jednych brzmi jak oczywista konsekwencja nauczania ostatniego soboru. Dla innych - jak zapowiedź niebezpiecznej przebudowy ustroju Kościoła. Spór o synodalność nie dotyczy więc jedynie procedur. Dotyka samego rozumienia Kościoła.
W swoim wystąpieniu o. prof. Jarosław Kupczak OP porządkował argumenty - zarówno krytyczne, jak i afirmatywne - aby zobaczyć, gdzie rzeczywiście przebiega linia napięcia.
Pierwszy zarzut ma charakter teologiczny. Kościół w swojej najgłębszej naturze jest rzeczywistością chrystologiczną i sakramentalną. To, co najważniejsze - nawrócenie, zbawienie, łaska, sakramenty - nie jest wynikiem wspólnotowego procesu decyzyjnego. Źródłem Kościoła jest Chrystus, a nie procedura. - Krytycy pytają więc: czy akcentowanie synodalności nie przesuwa punktu ciężkości z Chrystusa na mechanizmy konsultacyjne? Czy nie grozi to osłabieniem świadomości, że Kościół jest przede wszystkim dziełem Boga, a nie projektem organizacyjnym? - mówił prelegent.
Podnosi się także argument historyczny. Pierwsze synody były zgromadzeniami biskupów - następców apostołów. Nie były powszechnymi konsultacjami całego ludu Bożego. Czy zatem współczesne szerokie procesy konsultacyjne nie są nowością o niepewnym zakorzenieniu? - Synodalność bywa postrzegana jako "koń trojański" demokratyzacji Kościoła. Jeśli wszyscy mają głos, czy nie oznacza to w praktyce przesunięcia władzy z hierarchii na większość? Stąd obawa, że język partycypacji i współdecydowania może rozmywać sakramentalną naturę władzy biskupiej - opowiadał o. Kupczak.
Kolejny zarzut do synodalności ma wymiar praktyczny. Procesy synodalne generują spotkania, komisje, dokumenty, ankiety. Pojawia się pytanie, czy nie tworzymy rozbudowanej machiny konsultacyjnej kosztem życia duchowego. - Czy Kościół, który ma głosić Ewangelię, nie zaczyna zbyt wiele energii poświęcać samemu sobie? - pytał dominikanin.
Paradoksalnie, synodalność - która miała być lekarstwem na klerykalizm - może prowadzić do jego nowej formy. Jeśli świeccy koncentrują się głównie na współdecydowaniu w strukturach kościelnych, istnieje ryzyko, że zaniedbają swoje podstawowe powołanie: przemieniać świat od wewnątrz. Zamiast ewangelizować kulturę, politykę, gospodarkę czy rodzinę, mogą skupić się na "zarządzaniu Kościołem".
- Wielu wiernych wyrażało wątpliwość, czy szerokie ankiety i konsultacje rzeczywiście przekładają się na konkretne decyzje. Pojawiło się poczucie, że niekiedy bardziej chodzi o wrażenie wysłuchania niż o realny wpływ. Niektórzy uczestnicy procesów synodalnych traktowali je jako okazję do rewizji doktryny. To wzmocniło obawy, że synodalność stanie się narzędziem nacisku na zmianę nauczania Kościoła w kwestiach należących do depozytu wiary - omawiał o. Kupczak.
W swoim wystąpieniu dominikanin odniósł się do przedstawionych wątpliwości. Synodalność nie pojawiła się jako spontaniczna innowacja. Jej fundamentem jest nauczanie Soboru Watykańskiego II. - Sobór przypomniał, że przez chrzest wszyscy wierni uczestniczą w kapłaństwie Chrystusa. Urzędy i posługi w Kościele nie istnieją dla siebie samych. Mają służyć budowaniu całego ludu Bożego. Synodalność w tym sensie nie jest rewolucją, lecz konsekwencją chrzcielnej godności wszystkich wierzących - tłumaczył o. Kupczak.
Sobór podkreślił, że biskupi nie są urzędnikami delegowanymi z Watykanu. Każdy z nich jest następcą apostołów, a ich relacje powinny odzwierciedlać komunię Dwunastu. Ich władza nie jest delegowana administracyjnie - ma charakter sakramentalny. To oznacza, że sposób jej wykonywania powinien być znakiem jedności, a nie dominacji. - Synodalność to nie tylko wydarzenie czy zgromadzenie. To styl życia Kościoła. Wyraża się w kulturze spotkania, w gotowości do słuchania, w budowaniu "my", zamiast "oni". Oznacza włączanie wszystkich ochrzczonych w życie wspólnoty, szacunek oraz dążenie do jedności. Jedność nie oznacza uniformizmu. W sprawach nienależących do depozytu wiary możliwa jest różnica opinii. Synodalność uczy godności tej różnicy - opowiadał prelegent.
Podkreślił, że synodalność nie znosi hierarchii. W synodzie diecezjalnym prawodawcą pozostaje biskup. Różnica polega na sposobie podejmowania decyzji. - Kościół jest rzeczywistością Bosko-ludzką. Łaska działa na naturze, nie niszcząc jej. To, co ludzkie - procedury, konsultacje, struktury - ma służyć temu, co niewidzialne i Boskie. Nie można traktować Kościoła wyłącznie jako instytucji zarządzanej według świeckich kryteriów. Ale nie można też ignorować ludzkiego wymiaru jego funkcjonowania - uwrażliwiał dominikanin.
Synodalność a demokracja. Gdzie są różnice?
Ks. dr Grzegorz Strzelczyk podczas konferencji mówił o różnicach między demokracją a synodalnością. - Chodzi o wspólnotowe rozeznawanie - pytanie nie o to, czego chce większość, lecz o to, jaka jest wola Boża wobec konkretnej wspólnoty tu i teraz. To zasadnicza różnica wobec demokracji. Demokracja bowiem wychodzi od zabezpieczenia interesów osób lub grup. Synodalność wychodzi od pytania o wolę Boga - mówił ks. Strzelczyk.
W demokracji decyduje większość - często minimalna: 50 proc. plus jeden głos. Taki mechanizm może prowadzić do trwałej polaryzacji. Znaczna część wspólnoty czuje się bowiem przegrana. - Synodalność zakłada coś innego: dążenie do jednomyślności w Duchu Świętym. Kryterium większościowe nie jest kryterium teologicznym. Jeśli Duch Święty jest jeden, to w uczciwym procesie rozeznawania powinien prowadzić ku wspólnemu widzeniu. To ideał - oczywiście możliwy do wypaczenia przez upór, ambicję czy nieuczciwość. Ale ideał nie przestaje być normą tylko dlatego, że jest trudny - tłumaczył ks. Strzelczyk.
Jak wyjaśnił, synodalność zaczyna się wtedy, gdy pytanie o wolę Bożą przestaje dotyczyć wyłącznie mojego życia, a zaczyna obejmować wspólnotę, której jestem częścią. Często słyszymy zarzut, że reforma struktur odciąga od głównego celu - ewangelizacji. To słuszna przestroga. Kościół nie istnieje dla siebie.
Jednocześnie ostatnie lata - naznaczone bolesnymi skandalami - pokazały, jak bardzo potrzebne są przejrzyste zasady i odpowiedzialność. Struktura i misja nie muszą się wykluczać. Dobrze ukształtowane struktury mogą służyć wiarygodności ewangelizacji.
Ostatecznie pytanie nie brzmi: "Czy Kościół ma stać się demokratyczny?", lecz: "Czy potrafimy - jako ochrzczeni - razem rozeznawać wolę Boga, pozostając wierni temu, kim Kościół jest z ustanowienia Chrystusa?". - Synodalność to szukanie jednomyślności, co okazuje się dzisiaj niezwykle ważne - podsumował ks. Grzegorz.








