Wojewódzkie obchody Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej rozpoczęły się właśnie od Eucharystii w Bazylice pw. św. Elżbiety. Mszy Świętej przewodniczył delegat abp. Józefa Kupnego - ks. Jerzy Żytowiecki, kapelan Sybiraków i proboszcz parafii pw. św. Bonifacego we Wrocławiu. W modlitwie uczestniczyli przedstawiciele różnych instytucji z Instytutem Pamięci Narodowej i Związkiem Sybiraków na czele, a także Dolnośląską Rodziną Katyńską.
Uroczystości upamiętniają zamordowanych blisko 22 tys. Polaków - mundurowych i cywili w kwietniu i maju 1940 r. przez funkcjonariuszy NKWD z rozkazu Józefa Stalina.
Niedawno w tej samej świątyni odbył się pogrzeb czaszek ofiar Zbrodni Katyńskiej. Czytaj więcej tutaj:
Ceremonia pogrzebowa szczątków ofiar zbrodni katyńskiej w bazylice we Wrocławiu
Na początku homilii ks. Jerzy Żytowiecki przeniósł słuchaczy do dramatycznych realiów Polski lat 80., czasu naznaczonego napięciem społecznym i brutalnością stanu wojennego.
- Stan wojenny na ulicach Wrocławia, młodzież bije się z zomowcami. Krew się leje. Był to czas wyżu demograficznego. W tej rzeczywistości rodziła się potrzeba ochrony młodych ludzi, szczególnie zaangażowanych w działalność religijną i społeczną. Powstała więc idea, żeby tę prześladowaną młodzież - harcerzy i oazę - chronić. Dwóch biskupów postanowiło stworzyć referat ds. młodzieży. I zostałem szefem tego referatu - mówił ks. Żytowiecki.
Wspomnienia prowadzą dalej do ważnego momentu dla Kościoła powszechnego. Rok później Jan Paweł II - w 1985 roku - ogłosił pierwszy Światowy Dzień Młodzieży w Rzymie. To wydarzenie otworzyło nowe przestrzenie spotkań i współpracy, także na arenie międzynarodowej. Podczas pobytu w Rzymie ks. Żytowiecki spotkał człowieka, który odegrał kluczową rolę w jego dalszej działalności.
- Kiedy pojechałem w Rzymie, ktoś dopytywał o duszpasterza harcerzy - był to ks. Zdzisław Peszkowski, kapelan Rodzin Katyńskich. Tak zaczęła się nasza przyjaźń - oznajmił kaznodzieja.
Postać ks. Peszkowskiego była głęboko związana z tragiczną historią Polski. To on zbierał informację o kolegach zamordowanych w Katyniu. Sam ocalał tylko przypadkiem, ale był torturowany na Łubiance. Jego dalsze losy związane były z armią i służbą innym. Wstąpił do Armii Andersa i jako instruktor harcerski zajmował się organizowaniem miejsc pobytu dla żon i dzieci żołnierzy Armii Andersa.
Współpraca i rozmowy z ks. Peszkowskim prowadziły do głębokich refleksji nad naturą człowieka.
- Współpracowaliśmy z ks. Peszkowskim w dziedzinie harcerstwa. Mówił wtedy: "Wiesz, to jest ciekawe, jak silne jest w nas podobieństwo od Boga. Każdy dostał od Niego piękną rzecz - sumienie" - cytował ks. Żytowiecki. Sumienie, jak podkreślał kapelan, było siłą niepozwalającą zapomnieć o ofiarach. "To ono nie pozwala mi przestać pamiętać o zamordowanych kolegach z wojska, współpracownikach" - mówił ks. Peszkowski.
Jednocześnie wskazywał na jego niezwykłą moc oddziaływania także na sprawców: "Odkryłem niesamowitą rzecz - że prawie żaden z naszych oprawców nie umarł naturalną śmiercią. Wielu popełniło samobójstwo. Siła sumienia jest ogromna".
Homilia nie zatrzymała się jedynie na wspomnieniach. Stała się wezwaniem do działania.
- To też jest nasze zadanie - wszystkich, którzy się spotykają na takich uroczystościach: budzić sumienia - mówił ks. Żytowiecki.
Jednak droga, którą wskazuje kapłan, nie jest drogą nienawiści. - Można ich przeklinać, ale lepiej za nich się modlić - zachęcał kapelan Sybiraków.
Centralnym elementem uroczystości była pamięć o ofiarach zbrodni katyńskiej, ale także potrzebie przebaczenia.
- Dzisiejsza uroczystość jest krokiem do tego, byśmy najpierw pamiętali o ofiarach. Kościół zawsze to robi, ale musi się też nauczyć przebaczać. Przebaczenie nie oznacza zapomnienia - przeciwnie, wymaga prawdy. Zależy nam, żeby ujawniać prawdę i przebaczyć, a do tego trzeba bardzo dużo modlitwy - tłumaczył ks. Żytowiecki.
W symbolicznym miejscu, określonym jako serce wojskowe Dolnego Śląska, bazylice garnizonowej ks. Żytowiecki skierował mocne wezwanie: - Nigdy nie działajcie wbrew swemu sumieniu. Za to się bardzo drogo płaci.
Na zakończenie homilii powrócił postać ks. Peszkowskiego i jego duchowego testamentu. - Weźmy ze sobą to, co kapelan Rodzin Katyńskich po sobie pozostawił: Nigdy nie zapomnimy o ofiarach zbrodni katyńskiej. Nigdy nie niszczmy własnego sumienia. Stańmy po stronie prawdy, ale w duchu miłości. Inaczej życie byłoby niemożliwe - mówił ks. Żytowiecki.
I wreszcie przesłanie najtrudniejsze, ale fundamentalne: - Jeżeli mówimy o zbrodni, to tylko po to, by przebaczyć, a najlepiej by jeszcze się za oprawców modlić - zakończył homilię kapelan.
Przez całą Mszę przy ołtarzu stała szkatułka z ziemią z cmentarza katyńskiego. Na koniec zebrani przeszli do Kaplicy Katyńskiej, gdzie umieszczono tę ziemię.
Uroczystości i wspólna modlitwa stały się nie tylko wspomnieniem tragicznej historii, lecz przede wszystkim głęboką refleksją nad sumieniem, odpowiedzialnością i możliwością przebaczenia - wartościami, które pozostają aktualne niezależnie od czasu.









