Młody ksiądz z Wrocławia: Zdaję sobie sprawę z grzechów i błędów własnych oraz moich "kolegów po fachu"

- Potrzebujemy zaufanej grupy ludzi, do której moglibyśmy się zwrócić o pomoc. Na pierwszym miejscu oczekujemy zaufania. Ksiądz bardzo potrzebuje świadomości tego, że problemy, z którymi przychodzi do innego księdza, nie zostaną ujawnione osobom trzecim - mówi ks. Jakub Wiechnik, wikariusz z parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego we Wrocławiu.

W archidiecezji wrocławskiej zrodziła się inicjatywa, która - choć prosta w założeniu - dotyka bardzo istotnej i często pomijanej przestrzeni życia kapłańskiego. Chodzi o zespół pomocy kapłańskiej, będący odpowiedzią na realne napięcia, z jakimi mierzą się dziś duchowni. Pomysł pojawił się oddolnie, w gronie samych księży, i - jak komentuje ks. Wiechnik, wikariusz parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego we Wrocławiu - został przyjęty z dużym entuzjazmem.

WIĘCEJ O ZESPOLE POMOCY KAPŁAŃSKIEJ TUTAJ:

- Byłem na spotkaniu księży, podczas którego padł ten pomysł. Większość z nas zareagowała bardzo entuzjastycznie - wspomina. I zaraz wyjaśnia, skąd taka reakcja: - Wszyscy doświadczamy przecież różnego rodzaju napięć.

Kapłaństwo, choć nierozerwalnie związane z wymiarem duchowym, nie przestaje być przeżywane przez człowieka w pełni jego natury. -Ksiądz, jak każdy człowiek, jest osobą posiadającą wymiar psychofizyczny. I każda z tych sfer wymaga odpowiedniej pielęgnacji - zarówno kwestie zdrowia fizycznego, psychicznego, jak i duchowego. Pominięcie którejkolwiek z nich prędzej czy później odbija się na całości życia i posługi - tłumaczy wrocławski ksiądz.

Współczesny kontekst tylko wzmacnia to napięcie. - Już pewnym banałem będzie powiedzenie, że żyjemy w świecie ogromnych napięć, przemian, nierzadko wrogo nastawionym wobec Kościoła. My, księża, mocno to odczuwamy. Niektórzy mówią, że jesteśmy "na pierwszej linii frontu" - przyznaje ks. Wiechnik.

To doświadczenie "pierwszej linii" nie jest jedynie metaforą. W opinii duchownego, ogromną rolę odgrywają tu przekaz medialny i klimat społeczny, który kształtuje sposób postrzegania Kościoła. Jego zdaniem, Kościół w znaczeniu instytucji mocno "obrywa" od mediów, które kształtują pewien klimat społeczny. Szeregowy ksiądz staje się przez to takim dyżurnym "chłopcem do bicia".

Jednocześnie ks. Jakub nie ucieka od odpowiedzialności środowiska. - Zdaję sobie sprawę z grzechów i błędów ludzi Kościoła, naszych "kolegów po fachu" - mówi wprost. - Wiem, że następuje pewne zjawisko uogólnienia, jak w każdej grupie społecznej: policjantów, lekarzy, nauczycieli. To mechanizm dobrze znany, ale jego skutki bywają dla pojedynczego człowieka bardzo dotkliwe - dodaje.

Bo choć kapłani są przyzwyczajeni do towarzyszenia innym w trudnościach, sami nie zawsze mają przestrzeń, by poradzić sobie z własnymi. - Nie każdy z nas potrafi to unieść. Nie jesteśmy cyborgami, sami często nie dajemy rady - przyznaje ks. Wiechnik. Właśnie w tym miejscu pojawia się potrzeba stworzenia środowiska wsparcia, które nie będzie formalne czy kontrolne, ale oparte na zaufaniu i doświadczeniu. - Potrzebujemy zaufanej grupy ludzi, do której moglibyśmy się zwrócić o pomoc - doświadczonych księży, którzy sami niejedno przeszli i niejedno widzieli, żeby wsparli nas w rozwiązaniu problemów, z którymi sami nie potrafimy sobie poradzić - tłumaczy wikariusz z parafii na wrocławskim Gądowie.

Dodatkowym ciężarem są rosnące oczekiwania wobec kapłanów. Współczesny ksiądz musi odnajdować się w wielu rolach jednocześnie, często bardzo od siebie odległych. - Ksiądz też często występuje w roli, do której seminarium nie jest w stanie go przygotować. Lista tych ról jest długa i wymagająca - tłumaczy ks. Wiechnik. - Powinien być uduchowionym mistykiem, intelektualistą, świetnym mówcą, równocześnie potrafiącym nawiązywać kontakt z dziećmi, młodzieżą i osobami starszymi. Ma być specjalistą od problemów małżeńskich i rodzinnych, dobrym nauczycielem, menedżerem w parafii zarządzającym sprawami gospodarczymi, a jednocześnie dobrym, wrażliwym urzędnikiem w kancelarii. Do tego wytrawnym psychologiem i w tym wszystkim "równym gościem", jak "każdy z nas" - wymienia ks. Jakub.

Ta wielość oczekiwań prowadzi do przeciążenia, które trudno udźwignąć. Jego zdaniem, lista zadań i etatów, które powinna pełnić jedna osoba, jest nie do uniesienia nawet przez największych tytanów. - A co dopiero mówić o nas, ludziach urodzonych w końcówce XX w., którzy nie otrzymali takiej szkoły życia i genów, jak ich poprzednicy - zaznacza młody ksiądz.

W tym kontekście zespół pomocy kapłańskiej stworzony w archidiecezji wrocławskiej jawi się jako próba wprowadzenia do życia duchownych mechanizmu znanego z innych środowisk pomocowych. Ks. Wiechnik odwołuje się do przykładu terapii. - Każdy terapeuta ma swojego superwizora, z którym omawia swoją pracę. Jest to bardziej doświadczona osoba, mająca za zadanie monitorować pracę młodszego kolegi - wyjaśnia. Analogiczne rozwiązanie - jego zdaniem - mogłoby przynieść ogromne korzyści w życiu kapłańskim. - Myślę, że księża podobnie potrzebują kogoś, z kim mogliby porozmawiać, poradzić się, omówić swoją pracę, zaangażowanie, a także skonsultować się w sytuacjach niepewności - uważa ks. Wiechnik.

Jednak fundamentem takiej inicjatywy musi być coś więcej niż struktura. - Chyba na pierwszym miejscu oczekujemy zaufania - podkreśla stanowczo. - Ksiądz bardzo potrzebuje świadomości tego, że problemy, z którymi przychodzi do innego księdza, nie zostaną ujawnione osobom trzecim - zaznacza. Bez tej pewności żadna pomoc nie będzie możliwa. Z nią - nawet prosta rozmowa może stać się przełomem. Czasami sama rozmowa z zaufanym kapłanem pomaga i rozwiązuje niejeden problem.

Nowa inicjatywa archidiecezji wrocławskiej nie rozwiąże wszystkich trudności, z jakimi mierzą się dziś księża. Może jednak stworzyć przestrzeń, której - jak wynika z doświadczenia samych duchownych - bardzo brakowało: szczerej rozmowy, wzajemnego wsparcia i dzielenia się odpowiedzialnością, której ciężar coraz częściej okazuje się zbyt duży, by nieść go w pojedynkę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..