W uroczystej Mszy św. w katedrze w ramach Ogólnopolskiego Święta Kominiarzy uczestniczył tłum postaci w czarnych strojach. Można było dostrzec poczty sztandarowe z różnych stron kraju, przybyli też goście z Łotwy, Litwy, Estonii, Belgii i Niemiec.
Zdjęcia:
- Przynosicie szczęście, bo zapobiegacie nieszczęściu - mówił przewodniczący Eucharystii ks. Paweł Cembrowicz, podkreślając rolę kominiarzy w zapobieganiu pożarom. Wspomniał, że sam doświadczył grozy ognia, gdy w 2013 r. pożar zniszczył Kościół pw. św. Józefa w Oławie, należący do parafii, której był proboszczem. Wieża świątyni zmieniła się wtedy w wielki dymiący komin.
- Miłość napędza całe nasze życie. Ważne, by robić to, co lubimy, w czym się odnajdujemy, by swoją pracę wykonywać z odpowiedzialnością - zaznaczył. Zachęcał, by nadać jej kształt miłości, służby Bogu i człowiekowi. Wtedy ma ona sens. - Obyście swoją pracę traktowali jak powołanie - mówił.
Przypomniał postać św. Floriana - rzymskiego oficera, męczennika z czasów cesarza Dioklecjana, utopionego w rzece. W 1184 r. jego relikwie wprowadzono do Krakowa. To on jest patronem strażaków i kominiarzy; ogólnopolskie święta kominiarskie odbywają się zawsze w pobliżu liturgicznego wspomnienia św. Floriana (4 maja).
Podczas Mszy św. pamiętano w modlitwie także o przypadających w tym roku 35-leciu Cechu Kominiarzy we Wrocławiu oraz 75-leciu Spółdzielni Pracy Usług Kominiarskich "Florian". W Mszy św. uczestniczyli m.in. Zbigniew Ładziński, prezes Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej, oraz przedstawiciele cechów.
Kominiarze budzą na ulicach miasta powszechną sympatię.
Agata Combik /Foto Gość
Kominiarze z Lublina i Poznania - panowie Piotr i Damian - wyjaśniają, że coroczne święto to czas na zgłębianie spraw zawodowych, ale i poznawanie się, spotkania. Jak mówią, ich codzienność wciąż się zmienia. - Towarzyszą nam wciąż lina, szczotka, kula, tradycyjne metody, ale pojawiają się wciąż nowe technologie. Trzeba być na bieżąco - dodają.
Jest coraz mniej kominów dymowych. Są za to wkłady kominowe do pieców gazowych, przewody do wentylacji mechanicznych. Obecnie już raczej nie trzeba wchodzić do wnętrza kominów. - Kiedyś działały kotłownie, były kotły, które trzeba było czyścić, istniały duże, przełazowe kominy w zakładach przemysłowych. Czyściło się to ręcznie, szczotką. Jeszcze trochę takich kominów dawnego typu zostało. W Lublinie jest firma meblarska, która ma tradycyjną kotłownię dymową, przemysłowe kominy 20-25-metrowe - wyjaśniają.
Praca bywa ciężka, a przy tym nieobojętna dla zdrowia. Sadza jest uznawana za rakotwórczą. Kominiarstwo wymaga pewnej sprawności fizycznej, przejścia badań, na których podstawie jest się dopuszczonym do pracy na wysokości.
Na dachu, jak mówią, z kotami dachowcami rzadko mają do czynienia, ale z ptakami tak. Czasem powodują one zanieczyszczenia przewodów kominowych. Zwłaszcza kawki wchodzą "gdzie nie trzeba". Podkreślają, że ludzie obecnie bardziej dbają o przeglądy kominiarskie. - Rośnie świadomość wymogów bezpieczeństwa, ale niemała jest i rola ubezpieczycieli, biorących pod uwagę przeglądy, czyszczenia. Bez ważnego przeglądu kominiarskiego można nie otrzymać odszkodowania, np. w związku z pożarem, jeśli komisja wypadkowa stwierdzi, że jego powód miał związek z przewodami kominowymi - wyjaśniają.
Tłumaczą, że do pracy raczej chodzą w zwykłych bluzach, bez charakterystycznych nakryć głowy i mundurów. - Przywilej noszenia cylindrów nadała kiedyś kominiarzom królowa angielska w uznaniu ich zasług - przypominają.
Wielu kominiarzy świętuje z całymi rodzinami. W paradzie uczestniczył nawet czworonóg w kominiarskim uniformie. Organizatorem święta jest Cech Kominiarzy we Wrocławiu.









