Druga edycja wydarzenia odbywała się pod hasłem „Nie wszyscy nas kochają. Co poszło nie tak...?”. Organizatorzy podkreślali, że była to propozycja nie tylko dla osób głęboko wierzących, ale dla każdego, kto szuka pokoju serca, równowagi i nowego spojrzenia na własne życie.
Program spotkania obejmował lectio divina, Eucharystię, adorację Najświętszego Sakramentu, konferencję oraz collatio, czyli dzielenie się doświadczeniem wiary i refleksją nad słowem Bożym. Całość odbywała się w atmosferze skupienia i milczenia. Uczestnicy świadomie rezygnowali z telefonów i rozmów, by ćwiczyć ciszę i wewnętrzne słuchanie.
Organizatorzy zwracali uwagę, że cisza nie przychodzi sama i wymaga decyzji oraz regularnej praktyki. Podkreślali, że podobnie jak mięśnie potrzebują codziennego ruchu, tak życie duchowe wymaga czasu poświęconego modlitwie i trwaniu przy słowie Boga.
Tomasz Zięba uczestniczył w pierwszej edycji Dnia Pustyni, która zachęciła go do wzięcia udziału w drugiej.
- To mój czas dla Pana Boga, a bardziej to Bóg poświęca czas dla mnie. Ładowanie życiowych akumulatorów i uczenie się tego bycia ze Słowem Bożym - dla mnie jest to bardzo cenne. Metoda Lectio Divina nie jest łatwa, ale pożyteczna do wzrostu wiary. I powinniśmy korzystać z tego, co jest w Kościele pożyteczne - przyznaje Wrocławianin
Centralnym punktem dnia była Eucharystia oraz homilia wygłoszona przez ks. dr. Adama Łuźniaka, wieloletniego przewodnika niedzielnych spotkań lectio divina we Wrocławiu.
Kapłan mówił o doświadczeniu porażki, niezrealizowanych planów i sytuacjach, które po ludzku wydają się niepowodzeniem, a w rzeczywistości mogą prowadzić człowieka drogą przygotowaną przez Boga.
- Widzimy dzisiaj, jak Duch kieruje apostołami i tymi, którzy głoszą słowo. To dla nas znak i pocieszenie. Zdarza się czasem, że przeżywamy po prostu porażkę. Jakaś nasza inicjatywa, apostolstwo, dobrze zaplanowany krok nam po prostu nie wychodzi. Możemy oskarżać siebie i zrzucać na kark takich czy innych błędów ludzkich. Ale warto na takie sytuacje popatrzeć z perspektywy słowa Bożego - mówił ks. Łuźniak.
Podkreślał, że lectio divina i życie oparte na słowie Bożym uczą rozpoczynania nie od własnych problemów, lecz od Boga i Jego prowadzenia.
- Lectio divina czyli określony styl życia pozwala nam zaczynać od słowa, a nie od ludzkich problemów. Nie mów Bogu, że masz wielki problem, tylko powiedz problemowi, że masz wielkiego Boga. Lectio divina daje nam pewną mądrość i sprawność. Zaczynamy od słowa i ono nas prowadzi. Daje nam światło, także w interpretacji porażki - zaznaczał kaznodzieja.
Szeroko odnosił się do doświadczenia św. Pawła, który mimo swoich planów i gorliwości misyjnej musiał zgodzić się na to, że Duch Święty prowadził go inną drogą niż ta, którą sam wcześniej zaplanował.
- Św. Paweł mógł się sfrustrować - on wyszedł, planował, a tu nagle Duch mu „przeszkadza”. Ale Duch ma w planie coś jeszcze większego, coś bardziej ewangelicznego. Nie chodzi o to, żeby mieć tłumy czy zaliczyć na trasie kolejną miejscowość naszego przejazdu. Nie ze wszystkiego Bóg musi nam tłumaczyć. Misja jest Jego. Jeśli On kieruje, to Bóg ma plan i on często przerasta ludzkie życie - podkreślał ks. Łuźniak.
Kapłan zwracał uwagę, że człowiek często chciałby widzieć natychmiastowe owoce swoich działań, podczas gdy Boże działanie rozciąga się nieraz daleko poza ludzką perspektywę.
- Nasz dzisiejszy zasiew może wzrośnie za 150 lat, czyli dopiero po naszej śmierci. Albo po zmianie pracy, miejsca zamieszkania. Różnie może być - mówił.
Jak zaznaczał, najważniejsze jest pozostanie wiernym słowu Bożemu, ponieważ to ono ostatecznie wydaje owoce.
- To, co czynimy, prowadzeni przez słowo Boże, ostatecznie przyniesie owoc, bo słowo jest żywe i nie wraca bezowocnie. Temu się poddał św. Paweł. Dla nas to człowiek, który dał się prowadzić Słowu. Nie zniechęcił się. Usłyszał Boży zakaz, rozeznał i otwarty na działanie Ducha zdecydował, że trzeba iść gdzie indziej. Dzięki temu trafił do Europy, do Macedonii - mówił ks. Łuźniak.
W homilii pojawiło się również wezwanie do innego spojrzenia na życiowe niepowodzenia i sytuacje, które wydają się zamkniętymi drzwiami.
- Możemy w naszym życiu narzekać albo się nawet winić. Tracić energię, że coś poszło nie tak. Albo zrozumieć to jako zaproszenie do zmiany trasy, do zapukania do innych drzwi. Świat jest wielki i wyzwań jest mnóstwo - podkreślał.
Kaznodzieja zaznaczał jednocześnie, że skuteczność w rozumieniu Ewangelii nie zawsze oznacza liczby czy rozmach działania.
- Misja zakorzeniona w słowie, które medytujemy i pozwalamy, żeby ono nas kształtowało, jest misją Bożą. Nie do nas należy ocena owoców i kategoryzowanie, co było lepsze, a co gorsze. Czasem lepiej głosić słowo 2-3 osobom niż do szybko zebranych tłumów. Bóg ma swoje ścieżki - mówił.
Ks. Łuźniak zwrócił uwagę, że św. Paweł był człowiekiem skuteczności, ale jednocześnie potrafił zgodzić się na to, że ostatecznie to Bóg decyduje o kierunku misji.
- Dzięki temu jego misja np. w Macedonii była owocna. Często boimy się tego, co jest nowe, co wychodzi poza nasze schematy. Może to też tak było w życiu Pawła - zauważył.
Kapłan mówił również o doświadczeniu ludzkiej słabości i lęku wobec trudnych sytuacji, które mogą wydawać się ponad siły człowieka.
- Wtedy Słowo przychodzi nam z pomocą. Może mamy wrażenie, że stajemy wobec okoliczności jak Dawid przed Goliatem. Że to za dużo na moje siły, na moje nerwy. A jednak gdyby nie okoliczności, które wprost nam zabroniły gdzieś iść, nie trafilibyśmy tu, gdzie jesteśmy - mówił kapłan.
Na zakończenie homilii zachęcał uczestników do wdzięczności także za trudne doświadczenia oraz do otwartości na Boże prowadzenie, nawet jeśli jest ono niezrozumiałe.
- Może warto podziękować Bogu za niełatwe sytuacje. Pozwólmy działać Bogu. Jeśli zaczęliśmy od słowa Bożego, to Bóg będzie sprawcą owoców. Przyjmijmy tę lekcję, którą przeżył św. Paweł. To zachęta, by zgadzać się na otwarte możliwości i na ograniczenia. One często wpisują nas w scenariusz, którego nigdy byśmy nie zaplanowali. A on często okazuje się Bożym scenariuszem, który przynosi obfite owoce w czasie, który Bóg przewidział - podsumował ks. Łuźniak.
Uczestnicy nie kryli poruszenia po całym dniu modlitwy.
- Jestem tutaj, by odnaleźć ciszę. Wyciszyć się w świecie zabieganym, pełnym bodźców, odnaleźć Boga w sobie. Myślę, że udało mi się to osiągnąć. Biorę udział regularnie w tego typu wydarzeniach i one zawsze przynoszą odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Np. dzisiaj dowiedziałam się, dlaczego czynić dobro mimo tego, że spotyka mnie zło, krzywdy i agresja ze strony innych. Moim Panem jest Jezus i On mnie tego uczy, a przy tym chce, żebyśmy Go naśladowali - opowiada Magdalena Skupińska z Wrocławia.
II Dzień Pustyni dla Wrocławia stał się dla uczestników przestrzenią modlitwy, ciszy i refleksji nad własnym życiem. Spotkanie pokazało również, że w świecie pełnym nieustannego pośpiechu wciąż istnieje głębokie pragnienie zatrzymania i słuchania słowa, które - jak podkreślano wielokrotnie podczas wydarzenia - potrafi prowadzić człowieka nawet przez doświadczenia niezrozumienia, ograniczeń i porażek.








