Karol Pietrucha, mieszkaniec Nadolic Wielkich w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Chrząstawie Wielkiej, podkreśla unikatowość tego czasu. Poprzedni synod w archidiecezji wrocławskiej odbył się w latach 80., niewiele osób ma konkretne wspomnienia z tamtych obrad. Obecne synodalne spotkania na pewno wyryją się w pamięci.
- To było coś, czego w swoim życiu dotąd nie doświadczyliśmy - mówi. - Dla mnie, członka wspólnoty parafialnej spod Wrocławia, to było "nowe przebudzenie", coś, co skonsolidowało wiele osób. W parafii wciąż odkrywamy nowych ludzi, którzy chcą się zaangażować, odnaleźć swoje miejsce w niej, budować wspólnotę - dodaje.
Wspomina o kluczowym znaczeniu spotkań, dzielenia się słowem Bożym z wykorzystaniem metody "rozmowy w Duchu Świętym", której dopiero musieliśmy się zwykle uczyć.
- Spotkania były okazją do "pomieszania" różnych poglądów, zetknięcia się różnych spojrzeń. Omawiane były sprawy małe i duże, także kwestie trudne, kontrowersyjne. Miałem okazję być sekretarzem grupy synodalnej. Czasem nie było łatwo zebrać różne głosy, sformułować wspólne wnioski, by dobrze oddać nasze przemyślenia. Mam nadzieję, że cały ten proces przyniesie wiele owoców - mówi.
Jako architekt, także projektujący kościoły, przeżył szczególne doświadczenie. - To była okazja budowania czegoś od innej strony. Budynek jest tylko budynkiem, a gdzie nie ma wspólnoty, nie ma Kościoła. Synod to było budowanie prawdziwego Kościoła - zauważa.
Ks. Bartosz Dulęba z parafii pw. św. Andrzeja Boboli we Wrocławiu-Kuźnikach został najpierw członkiem parafialnego zespołu synodalnego, który - podobnie, jak inne - pracował początkowo nad syntezą, wskazującą zagadnienia najważniejsze dla nawrócenia, odnowy Kościoła diecezjalnego. Potem zespół opiniował dokument komisji synodalnej zajmującej się ewangelizacją. Ks. Bartosz uczestniczył następnie w synodalnych pracach na poziomie dekanatu, a później wybrany został jako przedstawiciel dekanatu na obrady plenarne.
- Mieliśmy możliwość wypowiedzenia się i możliwość wysłuchania innych, skonfrontowania różnych opinii, ale też uświadomienia sobie, że czasem w rzeczywistości myślimy podobnie, tylko inaczej to wyrażamy - stwierdza.
- Dla mnie szczególnie ważny jest temat liturgii, więc zwłaszcza na te kwestie zwracałem uwagę przy pracach nad dokumentem końcowym. Poświęcałem swoją aktywność zagadnieniom posług, w tym diakonatu stałego, szeroko rozumianej tematyki celebracji liturgicznych - wyjaśnia.
Ks. Dulęba dodaje, że w kuźnickiej parafii już udało się wprowadzić pewne rzeczy zawarte w dokumencie końcowym synodu. - Mamy dwie rady - duszpasterską, która stara się rozeznawać potrzeby parafii w kontekście duszpasterskim, oraz radę, która nazywa się parafialną, ale w istocie pełni zadania rady ekonomicznej - mówi.
Wspominając "rozmowę w Duchu Świętym" i praktykę 3-minutowych wypowiedzi, zaznacza, że zwykle ten czas był wystarczający. - Czasem trzeba się było nieco nagimnastykować, by zmieścić się w 3 minutach, ale istniała również możliwość nadesłania do sekretariatu synodu szerszej wersji wystąpienia - tłumaczy.
- Kiedy słucham kogoś i się z nim zgadzam lub nie zgadzam, to mam taką tendencję, by jak najszybciej się do tego odnieść. Rozmowa w Duchu Świętym uczyła tego, by powstrzymać się, poczekać, aż ktoś wypowie się do końca, ewentualnie w kolejnej turze odnieść się do tego, co mnie poruszyło - wyjaśnia.
- Samo dzielenie się słowem Bożym nie było oczywiście dla mnie nowością, zwłaszcza że prowadzę w parafii spotkania Kręgu Biblijnego; także w seminarium mieliśmy Kręgi Biblijne. Niekiedy wprowadzam jakieś elementy takiej praktyki na katechezie - opowiada, wspominając, jak z uczniami rozważał tekst o weselu w Kanie Galilejskiej. Gdy padło pytanie, jakie problemy Maryja mogłaby dostrzec w ich klasie, pojawiło się wiele wypowiedzi i grupa wyraźnie się ożywiła.
Zuzanna była chórzystką śpiewającą w Synodalnym Dziele Muzycznym. - Doświadczyłam radości z tego, że muzyka, śpiew są integralną częścią liturgii, że tak mocno wpływają na nasze życie. Muzyka daje poczucie, że jesteśmy wspólnotą, możemy się wspierać, nieść dobro drugiemu człowiekowi - podkreśla. - Czuję wdzięczność, że mogłam wziąć udział w tym wydarzeniu, poznać nowe osoby, podarować cząstkę siebie, pokazać, że tworzymy wspólnotę - dodaje.
Bożena Oleksy, katechetka w parafii w Smogorzowie, wspomina, że gdy tylko usłyszała o rozpoczęciu synodu, szukała możliwości zaangażowania się w niego w parafii, dopytywała też o zespół synodalny katechetów. Uczestniczyła w obradach synodalnych na różnych szczeblach - parafialnym, dekanalnym, na poziomie diecezji, brała udział także w plenum.
- Życie Kościoła jest dla mnie ważne i ten synod także jest ważny. Katecheci są obecni nie tylko w szkole, ale i w parafii. Wiedzą, czym żyją dzieci, młodzież, rodzice. Często spotykamy się z tymi ostatnimi również np. w czasie przygotowań do Pierwszej Komunii św. Ciszę się, że na synodzie wybrzmiały sprawy dotyczące katechezy, przygotowań do sakramentów - przyznaje.
Minione lata to mnóstwo spotkań, wydarzeń, doświadczeń i rozmów. Czas na ich kontynuację - w innej formule, ale przecież nie mniej intensywnie. Jak zauważył kard. Mario Grech, słuchanie - Pana Boga, siebie nawzajem - to jest jedynie "czasowe zobowiązanie".








