4m 4s

Prezent dla Komorowskiego

Wojciech Sumliński, autor budzącej emocje książki "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego", gościł we Wrocławiu. Podczas spotkania nie krył swojego przywiązania do Pana Boga.

Maciej Rajfur

|

07.06.2015 20:45GOSC.PL

dodane 07.06.2015 20:45
0

Prelegent rozpoczął spotkanie od przedstawienie kulisów swojej książki, która wzbudziła dużo kontrowersji w czasie kampanii wyborczej, szczególnie przed drugą turą. Bronisław Komorowski powtarzał jak mantrę, że tytuł jest niewiarygodny, nie warto się nim interesować, a autor to osoba, której nie można ufać.

- Muszę przyznać, że uczyniłem panu Komorowskiemu tą książką niesamowity prezent. Miała ona bowiem ukazać się według planu w grudniu lub styczniu, jednak mieliśmy pewne opóźnienia. Premiera nastąpiła 22 kwietnia, czyli w środku kampanii wyborczej. Bronisław Komorowski miał więc okazję podać mnie do sądu, jeżeli się nie zgadza z jej konkretną treścią. Publicznie go do tego namawiałem wielokrotnie. Nawet wysłałem do niego list, do którego dołączyłem jeszcze książkę - mówił Wojciech Sumliński.

Prezydent jednak nie skorzystał z tego, choć oficjalnie komentował, że pozycja jest po prostu niewiarygodna. Janusz Korwin-Mikke powiedział niedawno, że jeżeli choć 10 procent z całej treści jest prawdą, to on nie zazdrości bohaterowi książki, ponieważ te fakty stawiają go w bardzo trudnym położeniu.

- Zapewniam, że 100 procent jest prawdą. Na każde zdanie w tej książce mam dowody i przed każdym uczciwym sądem to udowodnię. Jestem w posiadaniu wielu materiałów, których nie mogłem zamieścić w tej książce, bo ujawniłbym tajemnice państwową. Ale gdyby pan Komorowski podał mnie do sądu, wskazując konkretnie fałszywą treść, wtedy ujawniłbym te dowody bez wahania. I to była przyczyna tego, że jeszcze urzędujący prezydent nie wkroczył ze mną na sądową ścieżkę - stwierdził pewnie Sumliński.

Autor określa swoją książkę jako jeden wielki akt oskarżenia dotyczący Bronisława Komorowskiego i jego środowiska. W przekonaniu dziennikarza, który mówi to z pełną świadomością, prezydent jest przestępcą i on może to udowodnić.

- Wszystko to, co jest w tej książce, udowodniłbym przed sądem, dlatego Komorowski uciekał od niej jak przerażony. W niektórych sieciach blokowano mi ją tak, że była dostępna od 25 maja, czyli dzień po wyborach, chociaż te sieci posiadały egzemplarze - opowiadał dziennikarz.

Na realia polskie nakład pozycji „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” był bardzo duży. Na maj 2015 roku wydrukowano i sprzedano już 130 tysięcy egzemplarzy. Nie ma w tej chwili na rynku lepszej pozycji w Polsce. Nakład okazał się niewystarczający.

- Nie podejmowano uczciwej walki z tą książką np. w sądzie, tylko nieuczciwie blokowano jej publikację do 24 maja. Jednak wiele osób w internecie rozpowszechniało ją i w ten sposób przebiła się do opinii publicznej. Niestety, usunięcie Komorowskiego z fotela prezydenckiego nie załatwia wszystkiego - mówił W. Sumliński na spotkaniu we Wrocławiu.

Zaznaczył, że kolejnym ważnym krokiem, który Polska powinna postawić, są jesienne wybory parlamentarne. Następnie musi nastąpić oczyszczenie państwa polskiego z patologii, jaką są choćby Wojskowe Służby Informacyjne.

 - Wraz z ks. Stanisławem Małkowskim objechaliśmy kilkadziesiąt państw, te, w których mieszkają Polacy. Wszędzie słyszymy to samo: "Gdyby w Polsce było godne życie, nie wyjechalibyśmy z kraju”. Analizowałem około stu kontraktów. Wszędzie tam, gdzie padają sumy od miliarda w górę, pojawiają się nazwiska osób związanych z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi - oświadczył Sumliński.

Autor budzącej kontrowersje pozycji podkreśla, że wiele zawdzięcza Bogu i modlitwom ludzi dobrej woli, którzy wspierają go w jego działaniu. Procesy sądowe i różnorodne komplikacje zszargały mu nerwy i załamały go, ale to dzięki Bogu zdołał się podnieść i walczyć.

- Ja to nazywam cudem, zapewne tylko dzięki modlitwie wielu ludzi jestem tu, gdzie jestem. Co do zmian, o których mówię, pokładam nadzieję w Panu Bogu. Jeżeli Polacy będą modlić się tak jak Węgrzy choćby krucjatą różańcową, mogą wiele zdziałać. Oprócz modlitwy musimy jeszcze robić to, co do nas należy, a jest bardzo wiele do zrobienia - podsumował Wojciech Sumliński.

1 / 1
oceń ten artykuł
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5