• facebook
  • rss
  • Mosty między światami

    dodane 01.08.2013 00:00

    Sztuka niesłyszących. Wzburzona fala, ptak, jadące auto – Arek Bazak gestem wyraża obraz, ale i plusk, łopot skrzydeł, warkot silnika. Kiedyś członek „Wirujących pantofelków”, potem „Komety”, wreszcie założyciel Teatru Artystycznego Deaf Poland na migi deklamuje wiersze, a nawet „śpiewa”.

    Arkadiusz uważnie spogląda na usta rozmówcy. Niedosłyszy, ale świetnie potrafi odczytywać wypowiadane słowa z ruchu warg. – Czasem mogę się pomylić. Trudno mi na przykład rozróżnić słowa „mama” i „mapa”, przy których usta człowieka układają się podobnie. Nie słyszę takich dźwięków, jak „s”, „t”, „sz”, „cz”, „rz” – tłumaczy. Potrafi mówić na głos, choć łatwiej mu migać. Jest mistrzem komunikacji w najróżniejszych formach.

    Talenty z kraju ciszy

    Muzyka, film, taniec fascynowały go od małego. Zainteresowania rozwijał, m.in. oglądając bajki, przygody myszki Miki, kaczora Donalda, a także Flipa i Flapa lub Charliego Chaplina. W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niedosłyszących przy ul. Parkowej we Wrocławiu tańczył w zespole „Wirujące pantofelki” prowadzonym przez Danutę Meloch. W szkole przy ul. Dworskiej występował w teatrze „Kometa”, który wystawiał na scenie m.in. „Małego Księcia” czy mity greckie. – Marzyłem o 5-letnich studiach aktorskich, składałem papiery do Warszawy, Łodzi, ale nie chciano mnie przyjąć – wspomina. Życzliwe wsparcie otrzymał od ludzi z Polskiego Związku Głuchych, zaangażowanych w Program Aktywizacji Zawodowej Osób Głuchych „4 kroki”. Ostatecznie w 2012 r. ukończył Studium Aktorskie ROE we Wrocławiu, a wcześniej założył własny teatr – Teatr Artystyczny Deaf Poland. Nauka w studium nie była łatwa. By zrozumieć wykładowcę, Arek musi widzieć jego twarz, usta. Przy ruchowych zajęciach bywa to niemożliwe. Pomocą służyli koleżanka oraz pewien kolega, którzy w razie potrzeby do skutku tłumaczyli, o co chodzi. – Najwięcej miałem trudności ze słowami archaicznymi, współcześnie rzadko używanymi, a także z metaforami – wyjaśnia. Łatwo nie było, gdy należało zaprezentować wyuczoną scenę na głos. Ostatecznie występował, mówiąc i migając jednocześnie. – Kiedyś mama bała się mnie wypuścić samego do Wrocławia. Obawiała się, że nie poradzę sobie z moją niepełnosprawnością – wspomina. – W końcu jednak stwierdziła: „Rób, co chcesz”. Tu zamieszkałem, ożeniłem się, mam pracę. Często jednak podróżuję, z występami jeżdżę po Polsce i po Europie, jestem zapraszany przez domy kultury, szkoły, urzędy miejskie, fundacje, stowarzyszenia. Jest człowiekiem żyjącym na styku kilku światów. Ma kontakt z ludźmi słyszącymi, do których należą choćby członkowie jego rodziny, ze światem niesłyszących posługujących się tzw. językiem migowym naturalnym, a także ze środowiskiem „pomiędzy” – osobami trochę mówiącymi, trochę korzystającymi z tzw. języka migowego systemowego, wyuczonego na kursach, szkoleniach. Kolejny jego świat to właśnie przestrzeń sztuki. Trudno ogarnąć wszystkie talenty Arka. Uczył się w szkole muzycznej, gdzie chętnie grał na bongosach – rodzaju bębenków o mocnym dźwięku. Zna dobrze nuty, komponuje. Jest reżyserem filmowym, instruktorem, pasjonuje się fotografiką, pantomimą, tańcem, poezją, marzy o spróbowaniu swoich sił na planie filmowym. Ludzi pozbawionych słuchu potrafi nauczyć nawet... wokalu w języku migowym.

    Ciało jest słowem

    Poezją w tym języku zainteresował się w czasie pewnego obozu młodzieżowego na Litwie. Dziś prezentuje ją w różnych miejscach, jak przy okazji ostatniego festynu św. Filipa Smaldone (patrona niesłyszących) na Ostrowie Tumskim. By ułatwić zrozumienie takiej twórczości ludziom nieznającym języka migowego, często przed „recytacją” lub po niej tłumaczy znaczenie wierszy; czasem przeplata je fragmentami filmu naprowadzającego na sens poezji, a nawet wykorzystuje różne przedmioty, np. koło – by ukazać jadący pociąg. Taka poezja lub śpiew – któremu towarzyszy muzyka – są specyficznym rodzajem migania. Najważniejsze w nich są wyrażane emocje. Arek lubi wiersze z dużą dawką dramatyzmu lub komediowe. Czasem ludzie bardzo żywo reagują na jego występy. Bywa, że ktoś się rozpłacze, kto inny na zakończenie podejdzie i uściska poetę. Arkadiusz Bazak podkreśla, że niesłyszący potrzebują własnej, niepowtarzalnej poezji. – Kiedy czytają zwykłą książkę, często jej nie rozumieją – mówi. – Także dlatego, że często jedno słowo ma tam wiele znaczeń. Kiedy czytają na przykład wyrażenie „nad morzem”, „nad” oznacza dla nich coś, co jest w górze... Czym się różni taka poezja od pantomimy? A. Bazak tłumaczy, że przy tej pierwszej staje się na wprost odbiorcy, twarzą w twarz (podczas gdy przy pantomimie niekoniecznie), jest ona rodzajem dialogu. Poza tym poetycką wypowiedzią migową rządzą określone zasady, stosuje się w niej pewne efekty – na przykład tzw. odmrożenie lub awarię silnika. W tej drugiej po intensywnym miganiu następuje nagła przerwa, wzbudzająca ciekawość, co będzie dalej. Arek wyjaśnia, jak wyrazić rękoma, że coś jest dalej, a potem się zbliża, rośnie; jak ukazać gestem następstwo czasu. Podkreśla, że muzykę można odbierać nie tylko uszami – niesłyszący czują w swoim ciele drgania, jakie ona wywołuje. – Głusi mogą nie słyszeć muzyki, ale rytm tak. Często można spotkać ludzi częściowo, ale nie całkiem pozbawionych słuchu, jak ja. Nie usłyszę np. dźwięku fletu, ale niskie dźwięki – owszem. Sam zresztą komponuję muzykę. Staram się, by jak najwięcej było w niej basów, rytmicznych dźwięków, jak w hip-hopie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół