Nowy numer 43/2020 Archiwum

Lud kwitnących krzyży

Ormianie. Gromadzą się przy chaczkarze, walczą co roku pod Grunwaldem i… skubią razem pietruszkę, szykując churut do gandżaburu. Do krainy u stóp Ślęży przywieźli tradycje spod góry Ararat, kresowe przysmaki i modlitwę w języku grabar.

Kiedy niedawno w setną rocznicę ludobójstwa Ormian marsz pamięci ruszył spod katedry, wrocławianie mogli zobaczyć, jak liczne i prężne to środowisko. Jego symbolem jest pięknie zdobiony kamienny chaczkar, który od 2012 r. stoi przy wrocławskim klasztorze dominikanów.

Słodycz w genach

– Chaczkar to ormiański „krzyż kwitnący”. Zgodnie z tradycją naszego narodu krzyż, na którym umarł Jezus, zakwitł. To symbol nadziei, odrodzenia... – tłumaczy Romana Obrocka, wnuczka Jakuba Manugiewicza z Kut nad Czeremoszem, dodając, że polskie chaczkary wiele zawdzięczają staraniom Gagika Parsamiana, artysty z Gdańska. Nasz został wykuty w wulkanicznym tufie w Armenii przez Tarona Martirosyana i Bagrata Balabekyana. Pani Romana, mieszkanka Obornik Śląskich, od lat pełni funkcję strażniczki pamięci. Pracując w tutejszym Urzędzie Miejskim, koordynowała program wydawniczo-teatralny dotyczący lokalnej historii – zarówno tej przedwojennej, niemieckiej, jak i powojennej, uwzględniając całe bogactwo kulturowe, z jakim przyjechali do Obornik ludzie z różnych stron, także Ormianie.

Członkowie najstarszego chrześcijańskiego państwa na świecie, ludzie spod góry Ararat, na której miała osiąść arka Noego, na Dolny Śląsk trafili po wojnie razem z innymi przybyszami z Kresów. – Dzielili los polskiej społeczności, której czuli się częścią. Późniejszy okres nie sprzyjał manifestowaniu ormiańskiej tożsamości, była ona więc pielęgnowana głównie w grupach towarzysko-rodzinnych – wyjaśnia R. Obrocka. Zmiana nastąpiła po 1989 r. Upadek komunizmu, możliwość stowarzyszania się, to wszystko sprzyjało odkrywaniu narodowej spuścizny. – W pewnym momencie nastąpiło ocknięcie, zachwyt: jaką mamy piękną tradycję, to trzeba hołubić! – mówi. I przypomina słowa poety Andrzeja Mandaliana, który o swoim ormiańskim pochodzeniu pisał: „w genach słodycz mam winnego grona”.

W nutach i na talerzu

Jeden ze sposobów krzewienia tradycji wiąże się z gandżaburem – smakowitą zupą kuckich Ormian, do której dodaje się churut, czyli specjalną przyprawę. Sporządza się ją z liści pietruszki, a także selera, kopru i estragonu. Miele się je i łączy z zakwasem zwanym huślanką. Pani Obrocka od kilku już lat, zwykle w lipcu, urządza w swoim domu wspólne skubanie liści pietruszki. – Skubanie skubaniem, ale ile przy tym pogawędek, wspomnień – mówi. – Jest to również okazja do tworzenia tzw. Portretów w Czasie. Chodzi o zaaranżowanie z udziałem obecnych na spotkaniu osób, przy wykorzystaniu odpowiednie rekwizyty, scen ze starej fotografii. Tak powstały niezwykłe pary zdjęć – na przykład grupki osób siedzących na schodach, przy koszu z owocami (jedna fotografia z Kobylca z 1923 r., druga – z Obornik Śl. z 2009 r.), czy rodziny na drewnianym ganku – ludzie z sąsiednich fotografii mają tu podobne pozy, nakrycia głowy i broń, dzieli ich jednak odległość dwóch wieków. Przy okazji gromadzenia wspomnień mieszkańców Obornik pani Romana spotkała wiele osób... śpiewających. – Okazało się na przykład, że Mikołaj Mojzesowicz świetnie pamięta liturgię ormiańską, odprawianą w Kutach nad Czeremoszem – wspomina. Dzięki niemu i dzięki zaangażowaniu całej grupy ludzi udało się zrealizować niezwykły projekt muzyczny. „Ajsore dony dzynuntian, awedis, dzynaw Mariam z Issos Ortin...” – „Dziś dzień narodzenia, awedis, Maria powiła Jezusa” – zabrzmiały ormiańskie słowa w 2007 r. w kościele pw. Świętych Judy Tadeusza i Antoniego Padewskiego w Obornikach Śląskich. Liturgia Polskich Ormian w opracowaniu kompozytora Stanisława Śmiełowskiego, w wykonaniu Chóru Uniwersytetu Wrocławskiego „Gaudium” pod dyr. Alana Urbanka, zrobiła na słuchaczach ogromne wrażenie. Teksty i płyta zostały wydane w tym samym roku. – To jest próba rekonstrukcji Mszy św. odprawianej kiedyś w Kutach w okresie Bożego Narodzenia – tłumaczy pani Roma. I dodaje, że wkrótce w podobny sposób zajęto się liturgią wielkanocną, a w 2009 – żałobną.

Z niezapominajką

Okazją do poznawania ormiańskiej spuścizny były we Wrocławiu choćby Dni Ormiańskie, wystawy – jak ta w Muzeum Etnograficznym pt. „Z widokiem na Ararat. Losy Ormian w Polsce”, tegoroczna premiera filmu o Ormianach podczas Nocy Muzeów. Zainteresowaniem cieszyły się warsztaty litograficzne, których uczestnicy wydłubywali… liście pietruszki – jak widać w życiu Ormian wyraźnie obecnej. Od 2011 r. działa wrocławskie Towarzystwo Ormian Polskich. Ormianie, wraz z innymi mieszkańcami Kresów, trafili do wielu dolnośląskich miejscowości. Szczególnie aktywne są ich środowiska we Wrocławiu, Obornikach Śl., Oławie czy Miłoszycach – gdzie mieszkała Anna Danilewicz, autorka ważnych publikacji o tematyce ormiańskiej. Z czasem do Kresowian dołączyły na Dolnym Śląsku kolejne grupy przedstawicieli tego narodu. Przyjeżdżali do Polski po rozpadzie ZSRR, w związku z wojną z Azerbejdżanem czy trzęsieniem ziemi w 1988 r. Najnowsza fala emigracji to przybysze z ogarniętej walkami Syrii. Tablice pamięci, poświęcone ormiańskim ofiarom rzezi, a zwłaszcza ludobójstwa dokonanego przez Turków w 1915, znajdują się u wrocławskich dominikanów, w Obornikach, Oławie. W miejscowości Ryczeń (k. Góry) stanął pierwszy w Polsce pomnik abp. Józefa Teodorowicza. W planach jest szkółka ormiańska dla dzieci, gdzie mogłyby uczyć się języka i kultury ormiańskiej. Warto dodać, że cenne eksponaty dotyczące Ormian posiada wrocławskie Ossolineum. Dla tożsamości przybyszów ze Wschodu bardzo ważne są spotkania religijne. Ormianie z Kresów to zwykle członkowie Kościoła ormiańskokatolickiego, natomiast reprezentanci nowej emigracji często należą do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Ci pierwsi przez lata korzystali we Wrocławiu z posługi wielu księży, m.in. ks. Kazimierza Filipiaka. – Kiedy ów kapłan zmarł, Tadeusz Kura – bardzo zasłużony dla ormiańskiego środowiska – zaprosił do odprawiania Mszy we Wrocławiu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – tłumaczy pani Romana. Kiedy zdrowie i obowiązki przestały mu na to pozwalać, zaczął przyjeżdżać z Warszawy ks. Rafał Krawczyk. Liturgia, obecnie ze względów organizacyjnych w kościele pw. Bożego Ciała, odbywa się w języku staroormiańskim – grabarze. Być może wkrótce we Wrocławiu obecność „spadkobierców Noego” zostanie przypomniana jeszcze mocniej – przez stworzenie skweru lub zaułka Ormiańskiego. Gdy mija 100 lat od dramatycznych wydarzeń w Turcji, symboliczna ormiańska niezapominajka powinna być widoczna na każdym kroku.

Odwieczne więzi

Adam Domanasiewicz prezes Towarzystwa Ormian Polskich z siedzibą we Wrocławiu – Ormianie na Kresy przybyli jeszcze w średniowieczu. Znani przede wszystkim jako kupcy, dobrzy rzemieślnicy – choć bywali i właścicielami fabryk czy banków, posłami – byli zamożnymi i wpływowymi ludźmi. Uzyskali daleko posuniętą autonomię, a zarazem czuli się częścią społeczeństwa polskiego i zawsze angażowali się w czyn zbrojny na rzecz Polski. Pierwszy taki udokumentowany fakt dotyczy ich udziału w bitwie pod Grunwaldem. Kiedy zbliżała się jej 600. rocznica, postanowiłem przypomnieć ich obecność na polu walki. Rok wcześniej zacząłem kompletować ormiańską drużynę, starając się o odtworzenie z jak największą wiernością zbroi, barw, itd. Wzięliśmy wtedy, w 2010 r., udział w rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem i… kontynuujemy tę tradycję co roku, jako Konna Drużyna Ormiańska. Zaowocowało to również powstaniem Trzebnickiego Stowarzyszenia Jazdy Historycznej, która bierze udział w wielu różnych rekonstrukcjach. Trzeba dodać, że wkład Ormian w polską kulturę jest ogromny. To oni wylansowali na przykład wśród szlachty polskiej modę na Orient, przyczynili się do ukształtowania tradycyjnego stroju polskiego szlachcica. Wśród znanych polskich Ormian są tacy ludzie jak np. Ignacy Łukasiewicz, wynalazca lampy naftowej i procesu rafinacji ropy naftowej. Ormianie zawsze byli polskimi patriotami – także współcześnie. Można ich odnaleźć w gronie tzw. żołnierzy wyklętych (płk Walerian Tumanowicz). Patrząc na naszą historię, często tak dramatyczną, nie mamy czego się wstydzić. O. Marek Miławicki OP z wrocławskiego klasztoru dominikanów, członek Dominikańskiego Instytutu Historycznego w Krakowie – Nic dziwnego, że we Wrocławiu Ormianie gromadzili się od lat przy kościele dominikanów na liturgii sprawowanej w ich obrządku, że tu stanął chaczkar, a w świątyni znalazły się tablice upamiętniające m.in. ormiańskie ofiary ludobójstwa w Turcji w 1915 r. oraz rzezi dokonanych na Kresach. Dzieje kontaktów ormiańsko-dominikańskich sięgają średniowiecza. Wśród Ormian – wtedy jeszcze nie pozostających w łączności z Rzymem – pojawiła się nawet grupa osób zafascynowanych dominikańską duchowością. Utworzyli zgromadzenie zakonne, któremu patronował św. Grzegorz Oświeciciel (apostoł Armenii). Przejęło ono konstytucje, a nawet strój dominikanów. Jego członkowie składali ślub dążenia do jedności z Kościołem katolickim. Kiedy ta jedność zaistniała, zgromadzenie weszło w skład zakonu dominikańskiego – w którym zresztą na przestrzeni wieków było bardzo wielu Ormian. Wśród nich warto wspomnieć o. Sadoka Wincentego Barącza (1814–1892), niezwykle zasłużonego dla ormiańskiej społeczności. Przyjmuje się, że to dzięki jego działalności i pracom historycznym świadomość narodowa Ormian zaczęła się odradzać. Bardzo ważne są zwłaszcza jego dwie prace: „Żywoty dawnych Ormian w Polsce” i „Rys dziejów ormiańskich”. Większość swojego życia spędził w Podkamieniu, a właśnie stamtąd do dominikańskiego kościoła we Wrocławiu trafił w 1959 r. cudowny obraz Matki Bożej z Podkamienia, bardzo ważny dla Kresowiaków, także Ormian.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama