Nowy numer 33/2018 Archiwum

Ja, pielgrzym

Kiedyś robił krzyże. Piękne, oryginale. Każdy chciał mieć coś takiego na swojej ścianie. W pewnym momencie usłyszał od Pana Boga: "Ty nie rób krzyży. Ty weź krzyż".

– Całe moje życie jest związane z pielgrzymką – mówi o sobie. – Gdyby nie kolejne wyjścia na Jasną Górę, gdyby nie „Orzech”, to byłbym dzisiaj w zupełnie innym miejscu. Może byłbym bardzo bogaty. Opływałbym w różne rzeczy, ale pewnie byłbym bardzo pustym człowiekiem.

Znają go wszyscy starzy uczestnicy wędrówek z Wrocławia na Jasną Górę. Od początku istnienia wrocławskiej pielgrzymki zaangażowany był w służbę kwatermistrzowską. – Moja praca polegała wtedy na jeżdżeniu (dosłownie i w przenośni) po pierwszych sekretarzach – opowiada z uśmiechem Jan. – Próbowałem jakoś ich nawracać. Odnajdować w nich te najmniejsze oznaki wiary, czyli inaczej mówiąc, „podbierać ich na Pana Boga”. Dopiero wtedy udawało się załatwić np. salę, w której organizowaliśmy punkt medyczny.

Z Jasiem rozmawiamy w jego mieszkaniu przy ul. św. Jadwigi. Towarzyszy nam szum koncentratora tlenu, do którego jest podłączony. Bez niego nie mógłby oddychać. To efekt powikłań po przeszczepie szpiku kostnego. Wydolność płuc spadła do 20 proc. i bez dodatkowego tlenu nie może on oddychać. Za oknem widok na kościoły NMP na Piasku, św. Krzyża, św. Marcina. To stąd za kilka dni wychodzić będzie 28. Wrocławska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Pielgrzymka, z którą w przedziwny sposób splotła się choroba Jasia.

Różaniec i modlitwa nabrały dla Jana szczególnego znaczenia   Różaniec i modlitwa nabrały dla Jana szczególnego znaczenia AJ Jej pierwsze symptomy pojawiły się właśnie w drodze na Jasną Górę. – Już na pierwszym postoju poczułem, że coś się ze mną dzieje. Miałem bardzo mało siły, nie mogłem wstać, iść, nieść plecaka i strasznie ciężko oddychałem – opowiada. – Kilka miesięcy później dowiedziałem się, że jestem ciężko chory. Na raka. Wszyscy byli strasznie załamani, a ja... tylko zdziwiony. Zastanawiałem się, co Pan Bóg chce mi powiedzieć, dając taki dar? Jak się chce posłużyć mną i moją chorobą. Poczytywałem sobie to wtedy za zaszczyt.

Wyjście

Rok później, dokładnie w przeddzień wyjścia pielgrzymów spod wrocławskiej katedry, Jan dowiedział się, że pilnie musi zgłosić się do szpitala na przygotowanie do przeszczepu szpiku. Chciał pożegnać wychodzące na pielgrzymkę dzieci, a okazało się, że to one będą musiały go żegnać. Nie mógł powstrzymać łez. – Wtedy pierwszy raz mój syn widział, jak płaczę – opowiada. Widać, że emocje z tamtych chwil są ciągle żywe, bo kiedy o tym opowiada, słowa z trudem przechodzą mu przez gardło. – To była najcięższa chwila w moim życiu. Zdałem sobie sprawę, że to może być ostatnie pożegnanie – dodaje.

Zostało jeszcze jedno pożegnanie. Z człowiekiem, który jest dla Jasia, jak mówi, i przyjacielem, i ojcem, z „Orzechem”, czyli ks. Stanisławem Orzechowskim, przewodnikiem Wrocławskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę i wieloletnim duszpasterzem akademickim. – Czekał na mnie – wspomina. – Usłyszałem wtedy od niego przedziwne, wypowiedziane z przekonaniem słowa: "Będziesz żył!". "Skąd ta pewność?" – zapytałem, a „Orzech” odpowiedział: "Rozmawiałem z Panem Bogiem i powiedziałem Mu: »Bodaj byś mnie wziął, jakbyś miał zabrać ojca tej rodzinie«", i tymi słowami mnie pożegnał. Następnego dnia wyruszyła pielgrzymka, a ja poszedłem do szpitala. Wtedy zaczęło się wielkie cierpienie.

– Były dni, kiedy brałem po kilkaset tabletek, które wyniszczały cały organizm – mówi Jasiu. – Wszystko, co jest we mnie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że gdyby nie pielgrzymki, zaczynając od warszawskiej, na którą zabrał mnie tata, poprzez wszystkie te lata pielgrzymowania z Wrocławia, to ta chemia, razem z moim szpikiem, wykosiłyby mnie w mojej wierze. Bo można się załamać.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • chordad
    22.07.2015 04:55
    strasznie przygnębiające to świadectwo...

    jest jeszcze jednym przykładem, jak "cudownie" Bóg traktuje ludzi, którzy chcą być Mu wierni i być z Nim w przyjaźni...

    hejterów uprzedzę - tak, takie "krzyże" i takie traktowanie ludzi przez Boga dla mnie jest zgorszeniem - tak samo, jak podobno - wg 1 Kor 1,23 - dla Żydów...

    bo przecież w Starym Testamencie to było wszystko prosto - będziecie wierni - to będę wam błogosławić, wzrośniecie w siłę i zamożność, i pobijecie swoich wrogów,
    a nie będziecie posłuszni - to będę was ścigać nieszczęściami, rozproszę i wytracę....
    patrz np Pwt 29 i Pwt 30

    a "ten cały" Jezus przyszedł i wywrócił wszystko do góry nogami...
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama