Nowy numer 44/2020 Archiwum

Paciorkowy hardcore

Wielu wydaje się, że to niemożliwe. 54 dni zobowiązania, tylko jedna intencja i aż trzy części różańcowe do odmówienia dziennie. Czyste szaleństwo warte zbawienia.

U progu października warto dowiedzieć się czegoś o Nowennie Pompejańskiej. Staje się ona bowiem coraz popularniejszą formą modlitwy, choć na pewno jest bardzo wymagająca. Jej historia sięga XIX wieku. Wtedy to Bartolo Longo, dziś błogosławiony, włoski adwokat, spacerując w okolicach Pompejów, usłyszał w sercu głos przekonujący, że kto szerzy Różaniec, nie zginie i będzie zbawiony. Prawnik miał co do tego obawy. Wynikały one m.in. z jego okultystycznej przeszłości.

Dlatego promowaniu modlitwy różańcowej poświęcił całe swoje życie. To dzięki niemu październik zyskał miano miesiąca różańcowego, a sanktuarium w Pompejach, którego postawienie zainicjował, stało się jednym z najważniejszych na świecie miejsc związanych z Różańcem. Dlaczego nowenna trwa 54 dni, a nie tak, jak by wskazywała łacińska nazwa, 9? Wbrew pozorom istnieje proste wytłumaczenie. Maryja w swoim objawieniu powiedziała: „Ktokolwiek pragnie otrzymać łaski, niech odprawi na Moją cześć trzy nowenny, odmawiając piętnaście tajemnic Różańca, a potem niech odmówi znowu trzy nowenny dziękczynne”. Te słowa usłyszała ciężko chora 21-letnia Fortunatyna Agrelli z Neapolu. Między innymi jej przypadek opisał bł. Bartolo Longo. Rachunek jest więc łatwy – 27 dni trwają modlitwy błagalne i drugie tyle dziękczynne.

Zaufanie i pokój serca

– To wydawało się niemożliwe. Nigdy nie modliłem się na różańcu. Może poza październikowymi nabożeństwami dla dzieci. Chodziłem na nie i zbierałem obrazki – mówi Marian. Podkreśla, że gdyby nie intencja, raczej nie zdecydowałby się na podjęcie zobowiązania i wyzwania. Z inicjatywą wyszła jednak żona Mariana, Agnieszka. – Dowiedziałam się o nowennie od koleżanki z lekcji angielskiego. Należała do Odnowy w Duchu Świętym. Opowiadała mi bardzo wiele o swoim doświadczeniu wiary i o owocach „pompejanki”. Dała mi namiary internetowe, gdzie mogłam znaleźć świadectwa i instrukcję odmawiania – wspomina. Podkreśla, że wiedza, którą zdobyła, bardzo ją zaintrygowała. Agnieszka podjęła decyzję o rozpoczęciu modlitwy. – Było to dla mnie bardzo trudne, bo nowenna była moim pierwszym Różańcem w życiu. Nie miałam porównania, stąd nie wiedziałam, czy jest to wersja „hard”, czy „soft” – dodaje.

Mobilizująca dla małżonków była intencja – prośba w sprawie dziecka, które miało do nich trafić w wyniku adopcji. Podkreślają, że dodatkową mobilizacją było poszukiwanie czegoś, co pozwoli odnaleźć wewnętrzny spokój w czasie oczekiwania. – Nic nie zależało od nas, a modlitwa pozwoliła otworzyć się na Boże plany – zaznacza Agnieszka. Marian natomiast dodaje: – Mogliśmy tylko prosić, by bagaż doświadczeń, który przyniesie ze sobą nasz syn lub córka, był dla nas do udźwignięcia. Jak się okazuje, najważniejszym owocem podjętej modlitwy jest zaufanie. – Nie zawsze to, o co prosimy, jest dobre dla nas w oczach Boga. Pokorne uświadomienie sobie tego faktu daje właśnie ten pokój serca – wyjaśnia. Jaka jest technika odmawiania? Marian zwraca uwagę, że trzeba sobie wszystko dobrze zaplanować. – Pierwszy raz rozpoczęliśmy nowennę na wakacjach w Turcji. Całą modlitwę odmawialiśmy razem, wzajemnie się wspierając – opowiada. Przyznaje, że było ciężko. – Oko bardzo leciało. Żona mnie musiała budzić, ale w miarę upływu czasu było lepiej – mówi.

Ze względu na trudność z wygospodarowaniem wspólnych kilkudziesięciu minut dziennie teraz modlą się osobno, a tylko ostatnią pięćdziesiątkę odmawiają wspólnie. – Nie słucham radia w samochodzie, dopóki nie odmówię kilku dziesiątek. W ten sposób każdą chwilę zagospodarowuję modlitwą – wyjaśnia Marian. Każde miejsce i czas są dobre: gotowanie obiadu, spacer czy dojście do sklepu na zakupy. Żaden moment się nie marnuje. Jest jeszcze opcja dodatkowa. Poprzez stronę internetową można zamówić Mszę św. w danej intencji w sanktuarium w Pompejach. – Gdy dostałam informację zwrotną z datą i godziną Eucharystii, starałam się tak zaplanować przerwę w pracy, by z Pompejami połączyć się duchowo poprzez odmówienie swojej części Różańca – opowiada Agnieszka. Marian i Agnieszka mają jeszcze jedno ciekawe doświadczenie. Gdy przeprowadzili się do swojego nowego mieszkania w Iwinach, jeszcze nie wiedzieli, że nowy, wtedy budowany, kościół parafialny w Żernikach Wrocławskich będzie nosił wezwanie NMP Pompejańskiej. – To pierwsza parafia mająca za patronkę Maryję z Pompejów. Odczytujemy to jako dodatkowy znak dla nas – dodaje Agnieszka i zaznacza, że aktualnie modlą się za kolejne dziecko, na którego adopcję oczekują.

Maryja ma swoje drogi

Ewa dowiedziała się o Nowennie Pompejańskiej od koleżanki, która zaczęła odmawiać tę modlitwę, ale nigdy jej nie skończyła. – Powiedziała, że to szturm do nieba nie do odparcia i jest wiele świadectw o jej skuteczności – wspomina. Do podjęcia modlitwy skłoniła ją trudna sytuacja w małżeństwie. Mężowi o niej nie powiedziała. – Domyślał się chyba, że coś kombinuję, ale głośno tego nie powiedział. Byłam wtedy w ciąży i część z tych 54 dni spędziliśmy osobno, bo wyjechałam nad morze. A jak byliśmy razem, to on bawił się z dziećmi, a ja odmawiałam kolejne dziesiątki. Dzieliłam to tak, by on się nie zorientował – opowiada. Po jednej nowennie była kolejna, również bez męża. Jarek, mimo swej bliskości z Kościołem, nigdy nie był przekonany do modlitwy różańcowej. – Jak mi zależało, byśmy się pomodlili dziesiątką w jakiejś intencji, on nie był w stanie wytrzymać ani chwili. Albo zasypiał po pierwszym „Zdrowaś, Maryjo”, albo przerywał i prosił, bym sama dokończyła. Smuciło mnie to, ale co miałam zrobić? – dodaje.

Maryja jednak potrafiła sobie sama znaleźć drogę do serca mężczyzny – bez zbędnych nacisków ze strony żony. – Jakaś trudna sytuacja była w rodzinie. Powiedziałam mu, że w takim układzie trzeba by odmówić nowennę w intencji rozwiązania sprawy. Na początku nie zareagował, ale w końcu przyszedł z decyzją, że zaczynamy. Dwa Różańce odmawialiśmy sami, a jeden wspólnie. Ewa i Jarek również doświadczyli trudności. – Wieczorna modlitwa to była rzeźnia. Gdy dzieci już zasnęły, po całym dniu pracy, byliśmy wypruci. Odmówienie pięćdziesiątki kosztowało nas mnóstwo wysiłku w walce ze snem – wspomina. Jak się jednak okazało, Różaniec wciąga. – Dwa tygodnie temu skończyliśmy kolejną nowennę. Dla mojego męża była to już trzecia. Człowiek, który zasypiał na pierwszej zdrowaśce, dziś odmawia ich 150 dziennie.

Czy coś zmieniło się w życiu małżonków? – Nie zauważyłam, żebyśmy się dużo lepiej dogadywali, ale jest jedna rzecz, którą widzimy. Wokół nas jest mnóstwo wojenek, które po rozpoczęciu przez nas nowenny przygasają, jest spokojniej – mówi. – Gdy coś się dzieje niepokojącego, wracam do Różańca. I być może nic się nie zmienia na zewnątrz, ale ja odzyskuję równowagę.

Imiona rodziców adopcyjnych zostały zmienione dla dobra ich dzieci.

Pielgrzymka z różańcem

W sobotę 8 października odbędzie IV Archidiecezjalna Pielgrzymka Członków Żywego Różańca do metropolitalnego sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary w Bardzie Śląskim. Celem pielgrzymki jest integracja wspólnot modlitewnych z terenu archidiecezji. Uczestnictwo w pielgrzymce będzie też wymownym świadectwem wiary i nadziei oraz zachętą do codziennej, systematycznej modlitwy różańcowej. Program: godz. 10.30 – wprowadzenie i podanie intencji pielgrzymki, godz. 11 – Msza św. pod przewodnictwem bp. Andrzeja Siemieniewskiego w bazylice pw. Matki Bożej Strażniczki Wiary, godz. 12 – prelekcja nt.: „Maryja w tajemnicach Różańca”, godz. 12.30–13.15 – czas na herbatę i posiłek, godz. 13.15 – modlitwa różańcowa szlakiem kaplic różańcowych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama