Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Elementy wyjątkowości świąt

– To było 14 lat temu. Mieliśmy już czwórkę dzieci – najstarsze 5 lat, a najmłodsze kilkutygodniowe. Zwierzyłam się przed Bożym Narodzeniem koleżance, że jestem załamana, bo nie udało mi się nawet umyć okien. Odpowiedziała mi bardzo mądrze: „bez tego Bóg i tak się narodzi” – wspomina Sylwia Wytykowska.

Aktualnie Sylwia i Szymon Wytykowscy mieszkają w Poznaniu. Mają siódemkę dzieci i 20 lat małżeńskiego doświadczenia. W ostatnim czasie odwiedzili wrocławską gałąź wspólnoty Świeckich Uczniów Krzyża, by opowiedzieć o tym, jak przeżywają święta w swojej rodzinie.

Po co świętowanie?

Szymon zwrócił uwagę, że tematyka świętowania w rodzinach wydaje się czymś banalnym i oczywistym. – Takie było moje poczucie, gdy pierwszy raz poproszono nas o prelekcję na ten temat. Refleksje pojawiły się wówczas, gdy owo świętowanie zaczęliśmy rozkładać na czynniki pierwsze – wyjaśnia. Zanim zadali sobie trud znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak to robić, zastanawiali się, po co. – Wszystko opisane jest w Starym Testamencie. Mamy odświeżać sobie pamięć o czymś, co było ważne – dodaje. Zauważył, że kwestia świętowania jest nierozłączna z odpoczynkiem. – Gdy pojawia się zaznaczony na czerwono dzień w kalendarzu, mamy wolne od pracy zawodowej. To oznacza, że możemy przeznaczyć więcej czasu dla najbliższych – mówi.

Mężczyzna przekonuje, że świętowanie odbywa się w formie zewnętrznej i wewnętrznej. Prologiem do jednej i drugiej jest czas przygotowań. W pierwszym przypadku może to być sprzątanie, czy przygotowanie ozdób, a w drugim np. okresy liturgiczne, które daje nam Kościół – Adwent czy Wielki Post. Dopiero później przychodzi czas na celebrację, która może wyglądać bardzo różnie w każdym domu.

– A co ma nam dać świętowanie? Wspomniane już utrwalanie pamięci o danym wydarzeniu, ale również przekazywanie tej prawdy kolejnym pokoleniem, czyli tradycję. W zależności od tego jakie przeżywamy święto, budujemy także wspólnotę – rodzinną, narodową czy katolicką. – W przypadku Bożego Narodzenia możemy się zatrzymać na „atmosferze świąt” z supermarketu, ale możemy też sięgnąć głębiej. Pomaga nam Kościół. Wystarczy się wsłuchać w to, co daje nam liturgia – przekonuje i zastrzega, że wiele mądrości jest też w tradycji, która nie bierze się z przypadku. – Jeśli będziemy uczestniczyli w świętowaniu aktywnie, zyskamy bardzo wiele.

Być gotowym

Sylwia podkreśla, że wiele elementów przygotowań i celebracji ewoluuje w rodzinie wraz z pojawianiem się kolejnych dzieci i ich dorastaniem. – Nie od razu było pięknie i kolorowo. Musieliśmy znaleźć własne formy – zaznacza. Omawiając zwyczaje panujące w ich domu, zaczęła od ołtarzyka, który jest miejscem ich wspólnej modlitwy. – Wraz z początkiem Adwentu pojawiają się w nim roratka i ewentualnie aniołki oraz wieniec adwentowy przygotowany przez dzieci. Za każdym razem dekoracja wygląda inaczej – tłumaczy.

Jest też kalendarz adwentowy, przeważnie robiony własnoręcznie. Bywają jednak wyjątki. – Znalazłem w sklepie kalendarz działający zupełnie odwrotnie. Chodziło o to, by nie wyciągać z niego czekoladek, ale każdego dnia je tam wkładać – wyjaśnia Szymon. Postawienie takiego zadania przed starszymi dziećmi okazało się niełatwą próbą, ale było to proste i skuteczne narzędzie wychowawcze do nauki oczekiwania.

Innym elementem adwentowych przygotowań są postanowienia. – Szukamy rodzinnych inicjatyw. Wyczytałam w tym roku o akcji „Przytul mamę” organizowanej przez Dom Samotnej Matki w Łodzi. Po zgłoszeniu „dostaliśmy” taką mamę, za którą się modlimy. Nasze zobowiązanie obejmuje także wysłanie listu i prezentu dla niej i dla dziecka – tłumaczy Sylwia. Dzieci chętnie przystały na propozycję, żeby część kieszonkowego przeznaczyć na ten właśnie cel. Jednym z pomysłów było też tworzenie łańcucha na choinkę. – W kuchni powiesiliśmy serduszka z naszymi imionami. Codziennie przy kolacji mogliśmy powiedzieć drugiej osobie, co dobrego zrobiła dla mnie, np. uśmiechnęła się, pomogła w zadaniu domowym. Następnie pisaliśmy to na pasku z papieru i zaklejaliśmy jako oczko łańcucha przy odpowiednim serduszku. W ten sposób powstał łańcuch dobroci. Okazało się na koniec, że po połączeniu wszystkich części był on tak długi, że stanowił jedyną dekorację naszej choinki – opowiada Sylwia.

W ciągu lat były też witraże bożonarodzeniowe na okna z kolorowych bibułek czy własny patent na lampiony... ze słoików i papieru śniadaniowego. Część wykonywanych w Adwencie ozdób przeznaczona jest na małe upominki. – Raz zrobiliśmy 200 aniołków z makaronu i rozdawaliśmy je spotkanym ludziom. Takie maleńkie rzeczy sprawiają wiele radości – dodaje. Sylwia przyznaje, że nie każdy pomysł okazuje się dobry. – Pewnego roku postanowiliśmy ozdobić choinkę pomarańczami i piernikami. Wymyśliłam, że pierniczki nie będą takie zwykłe, ale z witrażami. Powycinałam dziury i zasypałam je landrynkami. Po włożeniu do pieca cukierki się rozpuściły i powstały śliczne ozdoby. Problem w tym, że nie sprawdziły się, wisząc trzy tygodnie na choince. Witrażyki zawilgotniały i kapało na podłogę i ścianę. Kleiło się do Wielkanocy – mówi z uśmiechem.

Wzajemność

Obdarowanie tak dużej rodziny, jaką są Wytykowscy, może być dla św. Mikołaja nie lada problemem. – Przyjęliśmy zwyczaj, że 5 grudnia wieczorem dzieci piszą listy, które zostawiają w butach. Mikołaj zabiera listy i każdemu z osobna na nie do rana odpowiada – mówi Sylwia. Wraz z ustosunkowaniem się do próśb, daje też konkretne zadania na pozostały czas Adwentu, by popracować nad pewnymi zachowaniami. Na zachętę zostawia słodką drobnostkę.

W jednym roku rodzina znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. – Wiedziałem, że nie ma szans byśmy mogli kupić cokolwiek dzieciom. Już przygotowanie świąt było cudem – zaczyna opowieść Szymon. Wtedy wpadli z żoną na pomysł, który realizują do dziś. Na początku Adwentu zapowiedzieli dzieciom, że tym razem zrobią sobie prezenty sami. Przygotowali karteczki z imionami i odbyło się losowanie, które zdecydowało, kto komu robi podarek. – To z pozoru nic nie znaczące wydarzenie okazało się przełomem. Dzieci zaczęły myśleć, co zrobić dla wylosowanej osoby, potem zaczęły się dochodzenia, kto robi prezent dla kogo. Wszyscy żyli tymi przygotowaniami – dodaje.

Jedna z organizacji postanowiła w tamtym czasie wesprzeć wielodzietnych kwotą 1500 zł przeznaczoną tylko na prezenty. 24 grudnia rozdawanie prezentów było czymś fantastycznym. – Dzieci cieszyły się, że mogły coś same zrobić dla drugich. Postanowiliśmy więc nie dawać im w tym momencie kupionych prezentów. Zepsulibyśmy wszystko, co udało się przez kilka tygodni zbudować – wspomina. Dzieci opowiadały obdarowanemu, jak i z czego wykonały taką rzecz.

– Za pierwszym razem dziewięcioletni Franek wylosował Mariankę. On, jako jedyny z rodziny, ma dwie lewe ręce do prac plastycznych, a Marianka ma ogromny talent – zaznacza Sylwia. Chłopiec przez cały Adwent chodził do swoich dwóch najstarszych sióstr i uczył się szyć, bo wiedział, że taki prezent może sprawić Mariance przyjemność. – Codziennie wieczorem przychodził do mnie popłakany, że ma tak pokłute ręce, że jutro już tego nie będzie robił. Kolejnego dnia jednak przełamywał się. Efekt był cudowny, co było widać po reakcji Marianki w czasie otrzymywania prezentu – poduszki z napisem „Najlepsza siostra na świecie”.

Małżonkowie zachwycili się kiedyś inicjatywą ówczesnego szefa Szymona. – Pisał SMS-y do znajomych z zaproszeniem na 6 stycznia na wspólne śpiewanie. Przychodziło nawet 60 osób. Ostatniego roku, gdy tam byliśmy, napisał: „Przyjedźcie, ale nie bierzcie instrumentów, bo się nie zmieścimy” – wspomina Sylwia. – Innym razem, gdy mieszkaliśmy w 11-piętrowym bloku w Poznaniu, postanowiliśmy zaprosić do kolędowania naszych sąsiadów. Szymon wywiesił w windzie plakat i... nikt nie przyszedł – opowiada. Efekt jednak był. Kolejnego dnia ludzie tłumaczyli się z nieobecności i zaczęli mówić „A co z kolędowaniem?”. Wytykowscy przestali być anonimowi. – W następnym roku zachęcaliśmy wszystkich nie tylko na plakacie, ale także osobiście. I przyszli. Dziś zapraszamy nawet przypadkowo napotkane osoby – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma