GN 42/2020 Archiwum

A co nam szkodzi? Spróbujemy!

Pietkiewiczowie w pewnym momencie doszli do wniosku, że muszą wyhamować ze swoim kościelnym zaangażowaniem. Być bardziej dla siebie i dla dzieci. I w tym wyhamowaniu Pan Bóg powołał przez ich ręce bardzo potrzebne dzieło.

Maja i Wojciech Pietkiewiczowie znają się od ponad 20 lat. Po ślubie są już 15 lat. Mają troje dzieci: 10-, 6- i 2-letnie. Należą do Domowego Kościoła, w którym przez 3 lata pełnili funkcję pary rejonowej. Organizowali też kursy dla małżeństw.

Pewnego dnia do Pietkiewiczów zadzwoniła koleżanka. „Stwórzcie listę działań, które pomogłyby ocieplić relacje małżeńskie” – poprosiła. - Wtedy zaczęliśmy się zastanawiać. Mamy tak po prostu przesłać jej to mailowo? Może zróbmy stronę internetową i umieśćmy tam te treści. Będzie łatwiej posługiwać się linkiem niż przeklejać to w e-mailach - opowiada Wojciech.

Razem z małżonką modlił się o to, by Bóg prowadził ich w tym projekcie. Po dwóch miesiącach od propozycji znajomej pewnego wieczoru w trzy godziny stworzył stronę www.wyzwanie-malzenskie.pl.

- Wykupiliśmy domenę. Pomyśleliśmy: „A co nam szkodzi, spróbujemy”. Bez żadnego zbędnego ciśnienia. Stwierdziliśmy, że będziemy tam co tydzień umieszczać nasze wpisy o tematyce małżeńskiej, a raz na miesiąc zaproponujemy czytelnikom wyzwanie, czyli zadanie, które będą wykonywać przez najbliższe 30 dni - wyjaśnia Maja.

Pierwszym wyzwaniem było uważne i radosne witanie się oraz żegnanie ze współmałżonkiem (wbrew pozorom często o tym zapominamy). Innym razem małżeństwa pracowały nad tym, by każdego dnia spędzić ze sobą sam na sam 15 minut. W następnym miesiącu - by codziennie dziękować mężowi/żonie za jedną rzecz.

- Ostatnio przeczytałam zdanie, które utkwiło mi w pamięci: „Drobiazgi mają znaczenie”. Te niewielkie gesty w relacjach grają naprawdę istotną rolę, one budują szczęście małżeńskie - dzieli się Maja.

Aby ludzie wracali na stronę internetową, jej autorzy stworzyli newsletter, do którego każdy może się zapisać, by regularnie otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.

- Nie spodziewaliśmy się aż takiego odzewu. Myśleliśmy, że będziemy to tworzyć dla grona ok. 50 znajomych, a dzisiaj po trzech miesiącach mamy zapisanych… 800 osób. Czyta nas także wielu niezgłoszonych do newslettera - oświadcza Wojciech.

Zaznacza, że nie inwestowali w reklamę czy specjalną promocję. Nie mieli opracowanej żadnej strategii działania w internecie, nie liczyli na nic. Z ich tekstami zapoznają się nie tylko wrocławianie, ale również inni Dolnoślązacy, ludzie z całej Polski (najwięcej z województwa mazowieckiego), a nawet z zagranicy, np. z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy… Peru.

- Nam nie chodzi o wyspecjalizowane poradnictwo, którego jest całkiem sporo w internecie i w realu. Tworzymy pewną profilaktykę małżeńską, która może uchronić pary przed kryzysem. Pomagamy budować jedność w związku - opowiada Maja.

Pietkiewiczowie otrzymują od czytelników pozytywne odpowiedzi i to ich mobilizuje. - Nawet gdyby miało to pomóc zaledwie jednemu małżeństwu, chcemy to robić. Myślimy też o przyszłości. Prosimy Ducha Świętego o prowadzenie w najwłaściwszym kierunku. Być może uda się przygotować cały kurs małżeński on-line w jakiejś ciekawej formie. Ale to jeszcze nic konkretnego - przyznaje Wojciech.

Do kogo kierują swoją stronę internetową? Czytaj na następnej stronie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama