Nowy Numer 16/2019 Archiwum

„Czwórka” zaczęła się w Nowogródku

„Że żyję – to ofiara Sióstr. Bo proszę się zastanowić: przedziwnie ocalony” – mała karteczka w Izbie Pamięci Sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza, pisana jego ręką, przypomina tajemnicze źródła niezliczonych skarbów, jakie wrocławianie otrzymali dzięki niemu.

„Wujkowa” rodzina

Maria Kuźniarz, dyżurująca często w Izbie Pamięci przy ul. Katedralnej 4, „Wujka” poznała ponad 50 lat temu, w 1967 r., gdy przyjechała do Wrocławia z Lubawki na studia. – Opowiadał mi o nim już wcześniej katecheta w liceum. Polecił, bym koniecznie ks. Zienkiewicza odszukała – wspomina. – W pierwszą niedzielę po przyjeździe do Wrocławia przyszłam do katedry na Mszę św. akademicką. Po Eucharystii podeszłam do charakterystycznego księdza, z okularami w grubych oprawkach i z brewiarzem pod pachą, i przedstawiłam się. „Tu jest tyle Maryś, że ja ciebie będę nazywał »Rysia«” – powiedział. I tak zostało. Odtąd, jak wielu innych studentów, przychodziła pod „Czwórkę” przy wszelkich możliwych okazjach. – To były jakby drugie studia – mówi, wspominając także innych „wykładowców” z tego środowiska, choćby ks. J. Michalca. Pamięta wakacyjne wyjazdy nad morze z „Wujkiem”, a zwłaszcza wieczorną modlitwę różańcową na leśnych ścieżkach prowadzących nad wybrzeże. Przyszłego męża, Ludwika, też poznała w duszpasterstwie. Dostrzegła go kiedyś w drodze pod „Czwórkę”, a potem coś zaiskrzyło między nimi na spotkaniu opłatkowym, podczas składania życzeń. – Zawsze wiedziałam, że męża trzeba szukać tutaj, w środowisku duszpasterstwa akademickiego – mówi. – Tu także uczestniczyliśmy we wspaniałych konferencjach „Wujka” przygotowujących nas do małżeństwa, rodzicielstwa; mieliśmy spotkania z panią Wandą Półtawską. To były chwile nie do przecenienia. Co zostało w sercu z tamtych lat? – Trudno to wyrazić jednym zdaniem. Pozostały choćby konkretne „nawyki”, jak wieczorny rachunek sumienia. Pozostała wpisana w nasze serca głęboka miłość do ojczyzny. Uczył nas, że – cokolwiek by się działo – trzeba ją kochać – wyjaśnia. I zamyśla się nad historią nazaretanek. – Te Różańce nad morzem i nawet to, że poznałam tu męża, i to, jak potoczyły się losy moje i tylu ludzi, to wszystko jest w tajemniczy sposób powiązane z wydarzeniami w Nowogródku, jest owocem postawy sióstr…

Niech nas rozstrzelają

Wychowankowie „Wujka” od lat gromadzą się w drugi piątek miesiąca na Mszy św., podczas której modlą się w intencji jego beatyfikacji. Szczególnie ważne jest zawsze spotkanie listopadowe, połączone z modlitwą przy jego grobie na cmentarzu św. Wawrzyńca. Ks. A. Zienkiewicz zmarł 21 listopada 1995 r. W tym roku wśród ich wspomnień przewija się zwłaszcza pielgrzymka na Białoruś, na uroczystości 75. rocznicy śmierci nazaretanek, połączone z ustanowieniem kościoła farnego pw. Przemienienia Pańskiego sanktuarium diecezji grodzieńskiej bł. Marii Stelli i jej 10 towarzyszek. Ich ofiara dokonała się w 1943 r. Najpierw mieszkańcy tych ziem znosili grozę okupacji sowieckiej, potem – niemieckiej. Trwały aresztowania, egzekucje. Kiedy 18 lipca aresztowano kolejne 120 osób, nazaretanki podjęły decyzję ofiarowania swego życia za uwięzionych ludzi. „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to” – mówiła wtedy w imieniu sióstr ich przełożona, s. M. Stella. Aresztowanym nowogródczanom zmieniono karę śmierci na przymusowe roboty w Niemczech (z których potem udało im się wrócić do domu). Wkrótce okazało się, że zagrożony aresztowaniem i śmiercią jest ks. A. Zienkiewicz – kapelan sióstr, rektor nowogródzkiej fary. Nazaretanki ofiarowały wówczas swe życie także za niego, modląc się, by Bóg zabrał raczej je zamiast księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara. 31 lipca 1943 r. zostały wezwane na gestapo. Wkrótce wywieziono je, by dokonać egzekucji, jednak z jakichś względów najpierw do niej nie doszło. Spędziły noc na komisariacie, a wczesnym rankiem 1 sierpnia znów je wywieziono. Tym razem zostały rozstrzelane w lesie, ok. 5 km od Nowogródka. Śmierć poniosło w ten sposób 11 nazaretanek. Dwunasta, s. Małgorzata – która w momencie wyjścia sióstr na gestapo nie wróciła jeszcze z pracy w szpitalu – pozostała przy farze, ukrywając się i pełniąc szczególną misję (trwa jej proces beatyfikacyjny). Ksiądz Aleksander ocalał. – Pojechaliśmy tam oddać hołd „Wujkowi” i siostrom – mówi pani Maria. Wraz z mężem Ludwikiem należała do grona ok. 40 pielgrzymów, którzy wyruszyli z Wrocławia do Nowogródka z ks. Andrzejem Dziełakiem, postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Zienkiewicza.

Śladami męczeństwa

Pielgrzymi uczestniczyli po drodze w Mszy św. przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, byli u Matki Bożej Kodeńskiej, następnie – już na Białorusi – w Janowie, gdzie męczeńską śmiercią zginął św. Andrzej Bobola. – W Pińsku mieliśmy obiad w seminarium; w jadalni, gdzie przed laty stołował się „Wujek” – wspomina pani Maria. – W Nowogródku nawiedziliśmy najpierw kościół pw. św. Michała Archanioła, w którym ks. Zienkiewicz dowiedział się od pewnej pani o rozstrzelaniu sióstr. Uświadomiłam sobie, jak jemu, bardzo młodemu wówczas kapłanowi, musiało być trudno udźwignąć ciężar tych wydarzeń. Wiadomo, że nazaretanka s. Małgorzata wytrwale poszukiwała w okolicznych lasach miejsca, gdzie jej współsiostry poniosły śmierć. Odnalazła je. 19 marca 1945 r. dokonano dzięki ks. Zienkiewiczowi ekshumacji ich ciał. W Nowogródku, pod oknami celi, gdzie siostry były przetrzymywane przed egzekucją, polscy pielgrzymi zapalili 11 zniczy. Najważniejsza część tegorocznych obchodów przebiegała w niedzielę w farze. Wcześniej jednak, w sobotę, uroczystości odbywały się w lesie, na miejscu kaźni. Ludwik Kuźniarz należał do tych, którzy piechotą przebyli ostatnią drogę sióstr. Później wziął również udział w nocnym czuwaniu w farze. – W noc przed śmiercią nazaretanki czuwały, trwały na modlitwie. My także. O 4.30, czyli w godzinie, gdy prawdopodobnie rozpoczynała się ich kaźń, wzięliśmy udział w Mszy św. Spotkały się ze sobą ofiara Chrystusa w Eucharystii i ofiara sióstr – wspomina. – Czułem, że muszę tam być. Włączyłem się w modlitwę, niekoniecznie tylko słowami, ale obecnością, wysiłkiem. To była też moja ofiara w ich ofierze. Mogłem modlić się czymś, co trochę zaboli, trudem czuwania. Pan Ludwik wspomina różne aspekty pielgrzymki – święci męczennicy, Matka Boża czczona w Kodniu i Ostrej Bramie (pielgrzymi uczestniczyli tu w Mszy św. dokładnie 1 sierpnia, w dzień śmierci nazaretanek), spotkanie z Jezusem Miłosiernym w Wilnie, wizyta w Sokółce – miejscu eucharystycznego cudu. Nie zabrakło aspektu patriotycznego – były biało-czerwone flagi, kwiaty i znicze, polski język w czasie liturgii. Były też atrakcje turystyczne (kąpiel w Świtezi, rozśpiewany wieczór nad Niemnem). Wszystko to było ważne także dla „Wujka”. A że uwielbiał Adama Mickiewicza, jego wychowankowie wyruszyli również do Zaosia, miejsca narodzin wieszcza.

Odwiedź to miejsce

Co dalej z procesem beatyfikacyjnym ks. A. Zienkiewicza? – Pierwszą decyzją Stolicy Apostolskiej, na którą oczekujemy, jest dekret o ważności przeprowadzonego w diecezji procesu – mówi ks. A. Dziełak. – Potem kongregacja, po zbadaniu zgromadzonych materiałów, prosi Ojca Świętego o wydanie dekretu o heroiczności cnót. Wtedy dopiero badany jest cud, nawet jeśli wydarzył się wcześniej. Zachęcamy do proszenia o łaski za przyczyną sługi Bożego. Kto chce bliżej poznać ks. A. Zienkiewicza, powinien koniecznie odwiedzić Izbę Pamięci przy ul. Katedralnej 4 – ze zdjęciami „Wujka”, jego meblami, książkami, przedmiotami codziennego użytku… Izbę można zwiedzać w poniedziałki, środy i piątki od 12.00 do 16.00; można także umówić się w innych godzinach – kontakt znajduje się pod adresem www.wujek.wroc.pl. O niezwykłym kapłanie warto pomyśleć, spacerując po Ostrowie Tumskim. Trasa od seminarium (gdzie wykładał), przez kościółek św. Idziego, katedrę, aż pod „Czwórkę” jest cała wydeptana przez „Wujka”. Pamiętają go mury „Czwórki” – dziś Centrum Duszpasterskiego Archidiecezji Wrocławskiej, a zwłaszcza kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła, gdzie odprawiał Msze św., długo się modlił, leżąc krzyżem, powierzając Bogu wiele spraw Kościoła, kraju i swoich studentów. – Nawet ludzie związani z Kościołem, wrocławianie, niewiele wiedzą o „Wujku” – dodaje pani Maria. – Marzy mi się, by zwłaszcza katecheci odwiedzili to miejsce, a potem przyprowadzili swoich uczniów. Im jestem starsza, tym bardziej „Wujek” rośnie w moich oczach. Chcemy podzielić się nim i jego dziedzictwem z innymi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL