Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nadzieja nigdy nie umiera

Edyta Traugut była jedną z podopiecznych hospicjum perinatalnego działającego przy Hospicjum Dla Dzieci Dolnego Śląska "Formuła Dobra". O chorobie swojego dziecka, Wojtusia - braku mózgu i wodogłowiu - dowiedziała się w od lekarza w 30. tygodniu ciąży. Chłopiec żył po porodzie dwa tygodnie.

Od razu było wiadomo, ze dziecko nie będzie długo żyło po urodzeniu. - Wtedy trafiłam pod opiekę psychologa, a potem do lekarzy, którzy dalej dalej diagnozowali nasze dziecko, do położnej, która przygotowywała mnie do porodu. Musieliśmy uzgodnić termin rozwiązania ciąży. Po porodzie mieliśmy dwa tygodnie i w tym czasie mieliśmy zapewnioną opiekę psychologa oraz neonatologa - wylicza.

Podkreśla, że diagnozę lekarską przyjęła strasznym załamaniem. - Psycholog pozwoliła mi przejść urodzenie, krótkie życie i śmierć mojego dziecka świadomie, mając czas na każdy etap, również żałobę. Przede wszystkim wszystko rozumiałam. Nikt nie posługiwał się językiem medycznym, ale takim, który byliśmy w stanie jako rodzice zrozumieć - zaznacza. Podkreśla, że po porodzie wraz z dzieckiem została w szpitalu. W miarę możliwości mogła je przytulać. Mieliśmy kontakt z naszym synem do samego końca - dodaje.

Pani Edyta podkreśla, że opieka hospicjum perinatalnego jest kompleksowa, bo opieką psychologiczną została objęta również ich córka - Hania, która wówczas miała 2,5 roku i nie bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieje.

Czytaj także: Co wiedzą i myślą Polacy o hospicjum dla życia poczętego?

Zaznacza, że od samego początku tej trudnej sytuacji nie brali z mężem pod uwagę dokonania aborcji. - Daliśmy mu życie. On sam miał wybrać moment urodzenia się i potem odejścia. Każdy dzień był dniem od Pana Boga. Zawsze  mówiliśmy, że cieszymy się każdą chwilą, w której jesteśmy razem. Nadzieja nigdy nie umiera. Do ostatniej chwili, do ostatniego uderzenia serca. W pewnym momencie myśleliśmy, że wyjdziemy z Wojtusiem do domu, bo pojawiła się taka szansa. Miał mieć jeszcze operację wszczepienia zastawki serca. Niestety stan się pogorszył i już nie było mowy o jakimkolwiek zabiegu - opowiada.

Zapytana czy nie bała się, że jej dziecko cierpi, podkreśla, że opiekę paliatywną chłopiec miał zapewnioną do końca, stąd pewność, że nie czuł bólu. - Nie cierpiał. Przy tak małym dziecku każde cierpienie objawia się płaczem czy jakimś niepokojem - dodaje na zakończenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama