Nowy numer 45/2019 Archiwum

Druga strona medalu i druga strona życia

Mistrzyni paraaolimpijska, Belgijka Marieke Vervoort poddała się eutanazji w wieku 40 lat. Od 14. roku życia walczyła z nieuleczalną zwyrodnieniową chorobą kręgosłupa.

Czy drugą stroną tego medalu musiała być śmierć? Czy można było zapobiec tej tragedii? Jak zdążyłem się dowiedzieć, nie dla wszystkich to jednak tragedia. Dla niektórych szczyt odwagi, apogeum dojrzałości. Inni w tej eutanazji widzą plusy, bo "już nie cierpi". Serce pęka, gdy czytam jej słowa sprzed miesięcy, czy lat. W okresie jej największych sportowych sukcesów.

40-letnia Belgijka praktycznie od 14. roku życia walczyła z nieuleczalną zwyrodnieniową chorobą kręgosłupa, która coraz bardziej dawała jej się we znaki. Mogła odpuścić, ale podjęła tę najważniejszą rywalizację. I wygrywała, czego dowodem są choćby medale na igrzyskach, ale nie tylko. Mimo cierpienia dawała sobie radę, odnosiła sukcesy. Te zwycięstwa, życiowe i sportowe, wydawały się tym większe i cenniejsze, im częściej przyznawała w wywiadach, że każdego kolejnego dnia cierpi coraz bardziej.

Marieke zapowiadała, że może podda się eutanazji, która w jej ojczyźnie jest legalna od ponad 10 lat. Mówiła, że nadejdzie to wówczas, gdy "będzie więcej złych niż dobrych dni". 

Kiedyś powiedziała znamienne słowa, które dzisiaj, w obliczu takiej śmierci nabierają jeszcze mocniejszego wyrazu: 

Nie chcę już cierpieć. To dla mnie za trudne. Staję się coraz bardziej przygnębiona. Dużo płaczę. Nigdy wcześniej nie miałam takich uczuć. Wszyscy widzą mnie radosną i silną, zdobywającą medale, ale nie widzą tej drugiej strony. [...] Mam nadzieję, że ludzie zaczną patrzeć na eutanazję jak na coś, co tak naprawdę pozwala żyć dłużej.

Przypadek wspaniałej, ale ciężko chorej sportsmenki przypomina, jak ważne jest odnalezienie sensu cierpienia. Najzwyczajniej w świecie przygnębia mnie fakt, że nie udało się (ludziom z otoczenia, bliskim, komukolwiek) przez 40 lat trafić do serca Belgijki z sednem Ewangelii. Żeby odchodziła z tego świata naturalnie, z myślą św. Pawła Apostoła:  "Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk" (Flp 1,21).

Nie mówię, że wiara złagodziłaby ból (choć to możliwe), czy uzdrowiła (to również możliwe), ale umieranie bez nadziei życia wiecznego jest dla mnie najstraszniejszą okolicznością, jaką potrafię sobie wyobrazić. Życie na ziemi okazuje się pewną sztuką cierpienia. W tym kontekście przypomina mi się historia 13-letniego Maksymiliana Rozmarynowskiego, chorego na glejaka mózgu. Możecie o niej przeczytaj tutaj:

Cierpienie pozbawione perspektywy, która przeskakuje śmierć, wydaje się, tak jak powiedziała sama Marieke Vervoort, za trudne. Rodzi przygnębienie. Ja jednak wierzę, że godne podziwu zmagania medalistki paraolimpijskiej pozwolą jej - nie z powodu eutanazji, ale z powodu Bożego Miłosierdzia - żyć dłużej, czyli na wieki. A tam już będą tylko same dobre dni.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • mar219
    23.10.2019 21:20
    Samobójstwo to grzech śmiertelny. Samobójców było by mniej gdyby nie dawano im złudnej (najczęściej) nadziei na niebo, a przypominano, że piekło dla takich jest znacznie bardziej prawdopodobne. A wręcz pewne.
  • gut
    23.10.2019 22:26
    Jasny konkret. ;)
    doceń 0
  • gut
    24.10.2019 14:39
    Ulga w dwóch odsłonach.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama