Nowy numer 2/2021 Archiwum

"Dużo gości miałeś dzisiaj, Stasiu". 40. rocznica śmierci Stanisława Kiałki

Swoim życiem pokazał, jak walczyć i budować wolną ojczyznę talentami, którymi obdarza Pan Bóg. Kiedy trzeba - z bronią w ręku, a kiedy nie trzeba - mrówczą pracą u podstaw.

Jak najkrócej opisać tę niezwykłą postać? Jezuicki kleryk z byłego zaboru pruskiego, żołnierz września 1939, oficer Armii Krajowej, sybirak, artysta-samouk ze zdolnościami technicznymi, znienawidzony przez komunistów historyk dokumentalista polskiego czynu zbrojnego na Wileńszczyźnie, charyzmatyczny organizator środowiska żołnierzy AK, zagorzały katolik. Po prostu człowiek renesansu w niezwykle trudnych czasach.

Po wojnie osiadł we Wrocławiu, gdzie pracował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Zmarł 29 maja 1980 roku, zostawiając po sobie piękne ślady w stolicy Dolnego Śląska. Niestety, jego niezwykła historia życia, bohaterstwo i oddanie ojczyźnie odchodzi w zapomnienie. Ilu wrocławian kojarzy Stanisława Kiałkę? Nie mam złudzeń, że niewielu.

- O takich ludziach muszą pamiętać Polacy i Polska. Spotykamy się w przeddzień 40. rocznicy śmierci. Z wdzięcznością, dumą z szacunkiem pochylamy głowy, obiecując że będziemy pamiętać. Jako człowiek przed grobem takiego bohatera stoję z dużą nieśmiałością i zawstydzeniem, bo uświadamiam sobie, jak niewielkie są moje zasługi dla państwa. Wierzę, że duch, którego nieśli ludzie tacy jak p. Stanisław Kiałka, jest wśród nas i każe nam czuwać. - przemawiał Jarosław Kresa, wicewojewoda dolnośląski.

- Z ogromną pokora wspominam postać Stanisława Kiałki. W naszej pamięci to człowiek nietuzinkowego formatu, wielkiej inteligencji, ogromnej kreatywności, niezwykle zaangażowany w sprawy, których się dotknął - stwierdził Wojciech Trębacz z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Przypomniał historie Kiałki. Jak stwierdził, jego plany na życie były zupełnie inne, niż się okazało. Wojna wszystko zmieniła. Z oddaniem zaangażował się w kampanię wrześniową 1939 roku.

- Jedna z jego towarzyszek walki mówiła: "Kiałka był wszędzie". Zasłużył się w legalizacji dokumentów w kwatermistrzostwie i w łączności. Skazany przez Sowietów na 15 lat katorgi w Workucie, wrócił po 11 latach. W 1956 roku pojawił się i osiadł we Wrocławiu. To człowiek wielu talentów, niezwykła postać - podsumował W. Trębacz.

Niezwykle wzruszona kameralną ale dostojną uroczystością była Wanda Kiałka, 97-letnia żona Stanisława, sanitariuszka Armii Krajowej o pseudonimie "Marika". Przy grobie jej męża stanęła wojskowa warta honorowa, a kwiaty złożyli delegacja wojewody dolnośląskiego, Instytutu Pamięci Narodowej i Dolnośląskiej Brygady Wojsk Obrony Terytorialnej.

- Jestem bardzo wzruszona państwa obecnością i dziękuję za pamięć o moim mężu. Jego celem życia po wojnie i po zesłaniu było dokumentowaniu losów konspiracji na Wileńszczyźnie. Pamiętam, jak jeździliśmy do naszych przyjaciół po całej Polsce i Stach ich namawiał: "Piszcie, nie zabierajcie ze sobą tej historii do grobu". Niewielu chciało to robić, bo bali się władzy komunistycznej. Byliśmy pod nadzorem NKWD - opowiadała Wanda Kiałka.

Razem z zebranymi odmówiła modlitwę w intencji męża, a na koniec, odchodząc od grobu, stwierdziła krótko z uśmiechem:

- Dużo gości miałeś dzisiaj Stasiu.

Stanisław Kiałka został pochowany na wrocławskim cmentarzu przy ul. Bujwida.

40. rocznica śmierci Stanisława Kiałki. "Dużo gości miałeś dzisiaj Stasiu" 40. rocznica śmierci Stanisława Kiałki. "Dużo gości miałeś dzisiaj Stasiu"

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama