• facebook
  • rss
  • Nie jestem naiwnym facetem w sukience

    Maciej Rajfur

    dodane 07.04.2016 19:05

    O Jezusie od lat opowiada największym przestępcom. Na co dzień posługuje tym, którzy na sumieniu mają grzechy najcięższego kalibru. I co im mówi? Że ciągle czeka na nich Bóg, który im wszystko przebaczy. Zapraszamy na trzecią część "Rozmowy miłosierdzia" w trwającym obecnie 72. Tygodniu Miłosierdzia.

    Swoją codzienną pracą łączy dwa bardzo skrajne słowa. Jedno urzekające i piękne, drugie - nieprzyjemne i budzące strach. To "miłosierdzie" i "więzienie". Z ojcem Kazimierzem Tyberskim, oblatem, znanym jako "komandos w koloratce", rozmawia Maciej Rajfur.

    Maciej Rajfur: Rzeczywistość więzienna pokazuje, że miłosierdzie ma też swój czas.

    O. Kazimierz Tyberski: Papież Franciszek powiedział: „Pan Bóg szuka szczelinki”. Gdzie jak gdzie, ale za kratami nie ma szczelinek, bo to największa czarna dziura w otoczeniu. Tam bardzo obficie rozlał się grzech, tam nie ma ludzi niewinnych, ale wielu obciążonych ogromnymi zbrodniami.

    Jak jednak mówi św. Paweł: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. I ja ją widzę.

    Gdzie ten grzech ma swoje podłoże?

    Pochodzi z rodzinnych domów, ze środowisk, w których się wychowujemy. Tych ludzi nie miał kto prowadzić. Większość z nich pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych.

    Takiego steku przekleństw dawno nie słyszałem, jak miałem okazję usłyszeć w rozmowie matki z synem, który siedzi. Uwaga, z ust kobiety! Wtedy pomyślałem sobie, że wcale nie dziwię się, że ten chłopak tutaj trafił.

    Droga przed kraty nie jest pewnie tą idealną, ale nie wolno jej pozbawiać szansy na zbawienie. Wielu nie potrafi tego zrozumieć.

    Nie potrafimy się pogodzić, że bandziory będą w niebie? Pierwsze miłosierdzie Jezus okazał przecież względem łotra, umierającego obok niego na krzyżu, który wyznał swoją skruchę i wiarę. A nie wisiał on obok Mesjasza, bo ukradł cukierki. Miał poważne zbrodnie na sumieniu. „Powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju” - znamy te słowa?

    Może za bardzo chcemy miłosierdzie zawłaszczyć dla ludzi względnie dobrych?

    Papież Franciszek mówił w więzieniu, że każde drzwi tam i każda furta to Bramą Miłosierdzia. Uczę ich tego, a oni naprawdę chcą z tej łaski korzystać. Nie zazdrośćmy, nie bądźmy w roli tego drugiego starszego syna. To nie jest nasze miłosierdzie, tylko Pana Boga i On pragnie je rozdawać. Wtedy dopiero rozpoczyna się proces. Gdy skazany zazna miłosierdzia Bożego, może zmienić swoje życie. I widzę, że wielu to robi.

    Czy to nie trąci trochę naiwnością? Co ma do stracenia osadzony, gdy wiara z jego perspektywy nie jest żadnym ryzykiem. Na wolności Kościół jest dzisiaj jedną z wielu opcji, za kratami wydaje się, że może to być jakaś forma rozrywki, instrumentalne traktowanie, urozmaicenie odsiadki, albo… interes - uwierzyć, by wyjść.

    Tak może myśleć tylko kompletny dyletant, który nigdy nie widział od środka więzienia. Tam kwitnie życie. Nie ma nudy. Bardzo często słyszę od osadzonych: „Nie mam czasu”. Bo oni naprawdę potrafią sobie znaleźć zajęcie. Handlują, wymieniają się różnymi towarami, czytają, prowadzą ze sobą rozmowy, oglądają telewizję, ćwiczą, pracują. Im się wcale nie nudzi. 

    Może niektórzy chcą wykorzystać obecność kapłana, żeby coś ugrać?

    Ja jestem od tego, żeby dać się wykorzystać i ugrać to zaufanie, które będą mieli najpierw do mnie, a potem zwrócą je w kierunku Pana Boga. Jestem tam dla nich. Kiedyś Jacek, wielki chłop na schwał, mówi do mnie wkurzony: „Chyba ksiądz nie jest aż tak głupi, żeby wierzyć, że wyjdę z pudła i przestanę kraść? Mój ojciec był złodziejem, mój dziadek był złodziejem i brat też nim jest. Nie pójdę kurde za 1000 zł pracować na budowę. Rozumie ksiądz? Nie ma mowy o żadnym nawróceniu”. Odpowiadam mu: „Jacuś, oczywiście. Nie jestem naiwnym facetem w sukience, który uwierzy w to, że zaczniesz co niedzielę chodzić do kościoła, a codziennie odmówisz różaniec. Ja inaczej pojmuje twoje nawrócenie. Wierzę, że po pobycie u mnie, w naszej grupie, nie będziesz już po prostu nikogo przypalał żelazkiem i łamał nóg bejsbolem”.

    Jak się skończyła historia Jacka?

    Rok od wyjścia trafił do więzienia z powrotem. Miał rozprawę za napad na hurtownię. Byłem obecny na rozprawie. Sędzia pyta kobietę, która stróżowała tej felernej nocy, czy rozpoznaje któregoś z przestępców z ławy oskarżonych. Bez wahania wskazuje na charakterystycznego dużego Jacka. I zeznaje dalej: „Wpadli nie wiadomo skąd. Ten duży rzucił mnie na ziemię, związał i mówi: »Babka, jak nie będziesz mordy darła, to cię nie zaknebluję, żebyś się nie udusiła«. Nie krzyczałam, więc spełnił zobowiązanie. Gdy okradli hurtownię i uciekali, on wrócił się jeszcze i mi poduszkę pod głowę podłożył.” To właśnie było nawrócenie Jacka. Może za dużo od tych ludzi wymagamy tak od razu. A trzeba pomału.

    Ocena więziennej rzeczywistości przychodzi nam łatwo, bo czujemy się lepsi, patrzymy na to środowisko z góry. Ojciec jest trochę między młotem a kowadłem. Jednym tłumaczyć, że Jezus przebacza, drugim - dlaczego tamtym też przebacza.

    Mojej roli w więzieniu wielu nie rozumie. Więźniowie pytają: „Po co ksiądz tu przyszedł? Nie ma ksiądz nic innego do roboty?”. Służba więzienna z kolei rzuca: „A po co ksiądz im to wszystko pokazuje i tłumaczy? Z nich i tak nic nie będzie. Najlepiej ich zlikwidować, a problem zniknie”. No właśnie, my jesteśmy takimi sędziami dla innych, sądów o sobie się boimy i ich unikamy.

    Łatwo jest przeniknąć do tych grup? Zaaklimatyzować się i uzyskać akceptację?

    Każde środowisko po przyjściu kogoś nowego, zaczyna go badać. A tam szczególnie, bo w więzieniu jest mnóstwo konfidentów. Dlatego oni prześwietlają z góry na dół człowieka. Najpierw sprawdzają, czy nie mają do czynienia z konfidentem. Potem badają, co ten człowiek sobą reprezentuje. Oczywiście, Bóg jest bardzo mądry i posyła tam ludzi, którzy mają swoją historię. Ona pomaga w takim miejscu. Gdybym ja nie był niegdyś człowiekiem niewierzącym, pewnie nie zrozumiałbym ludzi osadzonych. Tej walki o wiarę. Czasem opowiadam im o sobie i wykorzystuję swoje doświadczenie życiowe. Mój czas odejścia i zagubienia. Im jest wówczas łatwiej mnie zrozumieć. A przeze mnie już tylko krok do Boga.

    Przeczytaj także pozostałe części "Rozmowy Miłosierdzia":

    Część 1 - "Nie wziął pod uwagę jednego: nawrócenia"

    Część 2 - "W niebie zdziwimy się dwa razy"

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół